Już wkrótce reaktywacja bloga!!!!
LVI
Freitag, 12.November.2010, 17:54
- Nie… No błagam, zdejmij to… Wyglądasz jak choinka! – Ada siedziała na białej kanapie przed przymierzalnią w jednym z ekskluzywnych sklepów przy głównej alei berlińskiej. Tego dnia odwiedziła takich sklepów już chyba z dziesięć i chociaż była już trochę zmęczona, energii dodawał jej uśmiech i radość na twarzy Billa za każdym razem, kiedy wychodził z przymierzalni w nowym zestawie ubrań.
Sympatyczna ekspedienta postawiła na stoliku obok niej szklankę herbaty. Ada upiła z niej łyk, ale widząc naburmuszoną minę Kaulitza po tym, jak nazwała go drzewkiem świątecznym, odstawiła ją na stolik.
- No dobrze… Aż tak się nie świecisz, ale czegoś mi tu za dużo. Gdybyś tak wyszedł na ulicę, kierowcy pomyliliby cię z sygnalizacja świetlną. – mówiła, wstając z kanapy i podchodząc do chłopaka – Zdejmij któryś z tych pierścionków, jest ich za dużo – wskazała palcem na jego lewą dłoń – A ten wisior z czachą jest wkurzający, kompletnie od ciebie odpycha. Weź ten – zdjęła ze stojaka obok przymierzalni srebrny wisiorek w kształcie zęba. – Jest matowy, nie będzie raził nikogo, a mimo to dopełnia całości. Chociaż uważam, że na kurtka ma za dużo tego dziwnego, świecącego… czegoś na ramionach. Odpruje się je w domu. – dodała cicho, widząc skrzywioną minę kobiety stojącej za kasą.
- Eh… - westchnął Bill, zdejmując z szyi wisior w kształcie czaszki i zawieszając ten, który podała jej przyjaciółka. Zniesmaczony odwrócił się w stronę przymierzalni i spojrzał w lustro. Spochmurniał i zmarszczył brwi, dokładnie się sobie przyglądając. – Hm… Faktycznie lepiej. – stwierdził, unosząc do góry kąciki ust.
- No widzisz, czasem potrzebny jest ktoś z boku, żeby spojrzeć – Ada oparła rękę na ramieniu przyjaciela i spojrzała na jego odbicie w lustrze – I wiesz, co jeszcze?
- Hm?
- To. – Stanęła przed nim i rozpięła zamek skórzanej kurtki i guzik bluzki, którą chował pod nią, ukazując kawałek jego klatki piersiowej – Teraz jesteś maksymalnie pociągający. – uśmiechnęła się i zamrugała oczami.
- Super, tylko na dworze są jakieś dwa stopnie i w tym trochę by mnie przewiało, skarbie. Ale na koncert, jak znalazł.
- No dokładnie. Idź się przebierz, a ja dopiję herbatkę. – popchnęła chłopaka do przymierzalni.
Odwrócił się, rozciągając zasłonę na szerokość tego małego pomieszczenia.
Kasjerka ziewnęła, zakrywając usta dłonią. Uśmiechnęła się tylko, przekrzywiając na bok głowę, kiedy Ada spojrzała w jej stronę. Z pewnością już się nudziła.
Ada miała sceptyczne podejście do wszystkich pracowników sklepów, którzy, widząc klienta z grubym portfelem, nagle są mili i skaczą dookoła niego jak kangury z durnym uśmiechem na twarzy. Z drugiej strony to przecież nie jej problem… Ona przychodzi do tych sklepów, by się odprężyć i spędzić trochę czasu z przyjaciółmi, a nie pomagałyby jej w tym na pewno zrzędzące sprzedawczynie, kręcące nosami, że w jednym sklepie siedzą tyle czasu i powodują, że trzeba go zamknąć dla innych klientów (których tego typu miejsca miały dziennie może z dziesięciu, bo normalni ludzie na widok takich cen tracą przytomność).
Ada zastanawiała się też nad tym, do której grupy ludzi sama należy. Kilkucyfrowe liczby na metkach nadal przyprawiały ją o palpitacje serca i zawroty głowy, ale widziała je często. Sama nie pracowała, była na utrzymaniu własnego narzeczonego. Oczywiście jemu to nie przeszkadzało i uważał to za całkiem normalne, ale ona czuła się od niego uzależniona finansowo. Tęskniła za pracą w swoim zawodzie. I tęskniła za normalnym życiem, które toczyłoby się w jednym miejscu, a nie codziennie w innym mieście czy nawet kraju.
Przełknęła ostatni łyk herbaty i podniosła się z miejsca.
Podreptała spokojnie za Billem, który właśnie wyszedł z przymierzalni, w stronę kasy.
- Tysiąc czterysta trzydzieści osiem euro i pięćdziesiąt sześć centów. – powiedziała kasjerka, po skasowaniu wszystkich ciuchów.
czarnowłosy wyciągnął z portfela pozłacaną kartę kredytową i podał kobiecie, która przez chwilę przyglądała się połyskującemu na niej napisowi:
„Exklusive Kreditkarte
Eigentümer: Bill Kaulitz”
- PIN, zielony… Dziękuję. Zapraszamy ponownie. – kasjerka podała chłopakowi do ręki jego kartę, razem z rachunkiem.
- Dziękuję, dowidzenia.
Para przyjaciół puściła sklep. Uderzył w nich powiew chłodnego powietrza. Ada dopięła kurtkę pod samą szyję, a Bill poprawił kołnierz swojego płaszcza i zsunął na nos ciemne okulary.
- Czy nie jest za późna pora roku na te okulary?
- Nie liczy się pora roku, liczy się funkcjonalność Adrianno… - przeszli przez ulicę.
- Nie mów do mnie Adrianno! Gdzie idziemy teraz?
- Hm… Zdaje się, że do samochodu, nie będę z tym biegał, a i tak już jestem trochę zmęczony. –stwierdził Bill, unosząc lekko do góry rękę, w której trzymał torbę z zakupionymi chwilę wcześniej rzeczami.
- To chyba tędy będzie najszybciej, prawda? – Ada wskazała na uliczkę, którą właśnie mijali.
- Ale tędy już szliśmy, a ja nie lubię chadzać tymi samymi drogami. Poza tym mamy zapłacone jeszcze za ponad godzinę parkingu. Skręcimy w następną ulicę.
Tak też zrobili. Szli obok siebie, chwilowo bez słowa, bo nie było tematu do rozmowy. A pewnym momencie Bill zatrzymał się przy jednym ze sklepów, na który Ada zupełnie nie zwróciła uwagi. Zatrzymała się i cofnęła, stając obok chłopaka.
- Co jest? Co tam znowu wypatrzyłeś?
- Ładna, prawda? – powiedział, wpatrując się nieustannie w coś, co stało przed nim, oddzielone jedynie szybą.
Ada powoli odwróciła wzrok, spodziewając się ujrzeć jakąś skórzaną kurtkę lub płaszcz z dziwnymi dodatkami z najnowszej kolekcji jakiegoś projektanta.
Stało się jednak inaczej.
Gdy skierowała wzrok na wystawę, jej oczom ukazała się majestatyczna, opinająca manekina i rozchodząca się lekko ku ziemi, biała suknia. Nie miała rękawów. Zamiast nich przyczepiono do niej kawałek materiału, opadający lekko na lewe ramię, a spięty na piersi za pomącą kremowego kwiatka. Na prawym boku przyczepiono dużą różę, a dookoła niej mniejsze, które złączone ze sobą opadały na dół.
- Tak, prawda, jest bardzo ładna. – zgodziła się Ada i zanim się spostrzegła, jej towarzysz złapał ją za rękę i pociągnął za sobą do środka sklepu.
- Chodź, przymierzysz!
- Zwariowałeś? Puść!
- Oh, daj spokój, tylko przymierzysz! No proszę cię!
Ekspedientki spojrzały zdziwione na odgrywającą się na ich oczach scenę.
- Dzień dobry, ta pani chciałaby przymierzyć sukienkę z wystawy. – powiedział stanowczo Bill, a Ada stanęła naburmuszona, krzyżując ręce na piersi.
- Proszę cię, zrób to dal mnie. Tylko przymierzysz i już jedziemy do domu. A mamy dużo czasu jeszcze. Proooooszę… - Bill mrugał oczami i ułożył usta w dziubek. – Prossssieeeee….
- Oh, jesteś jak dziecko… - Ada rozłożyła ręce, przewracając oczami.
- Dziękuję!! – pocałował ją w czoło.
Po dziesięciu minutach narzekań Ady i użerania się z zamkiem sukni, dziewczyna stała przed wielkim lustrem po środku salonu z sukniami. Kołysała się lekko na boki, przyglądając się swojemu odbiciu.
- Wyglądasz przepięknie skarbie. – młodszy Kaulitz podszedł do niej, położył dłonie na jej biodrach, a brodę oparł o ramię.
- Naprawdę jesteś śliczna. – szepnął cicho, patrząc w oczy dziewczyny, odbijające się w lustrze.
- Jest ładna… Tylko, że ja nie potrzebuję sukienki.
- A czy nie masz przypadkiem w planach zamążpójścia?
- Przecież nie mamy nawet ustalonej daty ślubu! Jak to sobie wyobrażasz? A jeśli coś się nie uda? Co ja zrobię?
- Nic nie może się nie udać, nie pozwolę na to, obiecuję ci. – chwycił ją za dłonie, odwracając delikatnie w swoją stronę.
- Skoro ty tak mówisz, to chyba musi tak być… Chociaż często jak o tym wszystkim myślę…
- Ciii… - położył palec na jej ustach, po czym przytulił do siebie.
- Dziękuję Bill… - wtuliła się w jego silne ramiona wdychała zapach jego perfum. Czuła się bezpiecznie.
Po tym jak po chwili milczenia wypuścił ją z obięć, patrzyli sobie jeszcze przez chwilę w oczy.
- Weźmiemy ją. – powiedział głośniej chłopak, spoglądając w stronę kasy.
- Bill, poczekaj, ja…
- Cii skarbie. Potraktuj to jako prywatny, wczesny prezent ślubny. I nikomu ani słowa! Jasne?
- Jasne.
Kaulitz chciał już iść w stronę kasy, ale zatrzymała go.
- Mam prośbę.
- Tak?
- Rozepniesz mi ten cholerny zamek, bo nie sięgam?
Zaśmiali się oboje i poszli do przymierzalni.
Georgia
Nastrój:
tagi:
LV
Samstag, 16.October.2010, 11:33
Po długiej przerwie dodaję kolejną część. Mam nadzieję, że sie spodoba, choć powstawała z wieeelkim trudem i być moze jest lekko niedopracowana.
<><><><><><><><><><><><><><><><>
Wysiedli z samochodu.
Ada ubrana była w elegancką bluzkę z kołnierzykiem, głębszym dekoltem, zapinaną na małe guziczki oraz z krótkim rękawkiem w kolorze wiśni. Odcinek bluzki od końca dekoltu do pasa, gdzie kończyła się także linia guzików, uszyty był z szarego materiału podobnego do jeansu. Dodawało to bluzce odrobinę nowoczesności, a w połączeniu z klasyczną elegancją formy dawało miły dla oka efekt. Do tego spodnie jeansowe w kolorze zbliżonym do tego materiału z bluzki oraz zabudowane (temperatury o tej porze roku nie pozwalały już na noszenie odsłoniętych sandałów) buty na obcasie.
Całości dopełniały kolczyki w kształcie koła o szerokim odwodzie w kolorze perłowym o lekkim, połyskującym odcieniu róży, dzięki czemu pasowały do bluzki.
Mieszkanie mamy i ojczyma Georga znajdowało się w wyremontowanej kamieniczce w centrum miasta, jednak, żeby trafić do drzwi, trzeba było przejść przez przejście między budynkami, które prowadziło na podwórku.
Na środku trawnika stał mały plac zabaw, na którym bawiły się dzieci. Prowadziły do niego uliczki, po których obu stronach stały drewniane ławeczki i kosze na śmieci. Na ławkach siedzieli zatroskani o swoje pociechy rodzice. W większości młode mamy. Rozmawiały ze sobą, a nieliczni tatusiowie wstawali co chwilę i biegali za swoimi dziećmi, kiedy te tylko odbiegły za daleko.
- Rany… Wreszcie odmalowali te ławki. Spółdzielnia walczyła o to od czterech miesięcy. Masakra… - Georg dołączył do swojej dziewczyny, która wpatrywała się w uroczy obraz niemieckich, młodych rodzin i przytulił ją, całując przy tym w czoło.
- Cztery miesiące? W Polsce nikt by się takimi nie zainteresował nawet, gdyby ukradli wszystkie te ławki. Wtedy stwierdziliby nawet, że nie ma problemu, skoro nie ma łąwek. A żaden plac zabaw nie ustoi długo w tak dobrym stanie, jak ten tutaj…
Oboje skierowali się w stronę drzwi wejściowych do poszczególnych części kamienic, które otaczały podwórko. Georg zatrzymał się przy jednych z nich i wyciągnął z kieszeni klucze.
Weszli po schodach na trzecie piętro. Georg wcisnął dzwonek do drzwi mieszkania numer 8. Zza drzwi dobiegł ich dźwięk uderzenia czegoś plastikowego o podłogę.
- Radau! – usłyszeli zdenerwowany kobiecy głos, a po chwili drzwi się otworzyły.
Stała przed nimi teraz niska, długowłosa blondynka, o zielonych oczach, ściągająca z szyi fartuch.
- Wejdźcie, wejdźcie, chociaż jesteście trochę za wcześnie.
- Od kiedy to jesteś taka punktualna? – zaśmiał się Georg i przywitał mamę pocałunkiem w policzek.
Z sąsiedniego pokoju wyszedł wysoki mężczyzna o kruczoczarnych krótkich włosach. Uśmiechnął się życzliwie do Ady i puścił do niej oko, dostrzegłszy jej zdenerwowanie.
Odwzajemniła nieśmiało uśmiech. Stała w miejscu z wyprostowanymi rękami i splecionymi dłońmi.
Georg spojrzał na nią, gdy tylko przywitał się z ojczymem. Obdarował ją dodającym otuchy uśmiechem, objął ramieniem, przytulił do siebie i wziął za rękę.
- Mamo, Danielu, to jest właśnie Ada. – spojrzał dziewczynie głęboko w oczy, a ona dostrzegła w jego spojrzeniu teraz szczęście i wielką miłość – Moja przyszła żona.
- Dzień dobry, bardzo mi miło. – powiedziała Ada ściskając mocniej jego dłoń.
Kobieta obdarzyła ją uśmiechem i własnym uściskiem wyrwała z objęć Georga.
- No witaj kochanie, wreszcie cię możemy poznać.
*
Panująca przy stole atmosfera była dość luźna. Rozmowa toczyła się swobodnie i dotyczyła spraw bieżących. Nikt nie wypytywał Ady o jej nawyki, umiejętności czy cokolwiek, co dotyczyłoby sfery prywatnej. Jedynie przyszła teściowa zapytała ją jakie ma wykształcenie, co lubi robić i ku zdziwieniu Ady, gdzie można spędzić urlop w Polsce.
- Obawiam się, że o tej porze nie warto już jechać nad morze czy na Mazury… Temperatury już nie. Chyba, że nie przeszkadza państwu brak kąpieli w wodzie, wtedy jak najbardziej. Polecam rejsy po jeziorach. A jeżeli lubią państwo wędrówki to oczywiście doskonałe będą nasze góry albo Puszcza Białowieska. Naprawdę mamy doskonałe ośrodki rekreacyjne i turystyczne. Mam wielu znajomych w Niemczech, którzy chwalą sobie polską agroturystykę.
- Tak… Widać, że masz żyłkę biznesową, bo doskonale potrafisz wszystko zareklamować – uśmiechnęła się blondynka – Już od jakiegoś czasu zastanawiamy się z Danielem nam jakimś małym wypadem za granicę. W lecie nie mieliśmy urlopu. Z resztą ja nie przepadam za tłokiem letnim. Wszędzie jest pełno ludzi i zamiast podziwiać miejsce, w którym się jest, trzeba patrzeć pod nogi i uważać, żeby na kogoś nie wpaść. To dezabsorbuje. Chcesz jeszcze sałatki? – kobieta sięgnęła po zielony półmisek stojący przed nią.
- Nie, nie dziękuję. Już jestem pełna.
- Strasznie drobna z ciebie kobietka… Chociaż, szczerze mówiąc, ucieszyłąm się, kiedy cię taką zobaczyłam. – pani Listing nałożyła sobie na talerz kilka liści sałaty – Kiedy jestem w mieście, widzę tylko te straszne, wielkie dziewuszyska w strojach za małych o osiem rozmiarów, nie wspominając o długości. I wszystkie są po prostu tłuste i to bardziej niż te kawały mięcha na talerzach naszych facetów.
- Kochanie, ja tu się staram zjeść obiad… - wtrącił pan Daniel, odstawiając ostentacyjnie sztućce i ciągnąc łyk wina z kieliszka.
- A ja potrafię odróżnić dziewczynę dobrze zbudowaną, która, mimo swojej wagi, wygląda elegancko i seksownie. A nie jak te bździągwy, które widuję. Ty jesteś wysoka, zgrabna, masz naprawdę piękne nogi i pewnie nie tylko.
- Maamoo… - jęknął błagalnie Georg, a na policzkach Ady pojawiły się rumieńce i lekki uśmiech – Proszę cię…
- Nigdy nie wątpiłam w gust mojego syna.
*
Na stół podawano kolejne specjały. Na szczęście dla Ady, niewiele było już potraw na ciepło. Nie zmieściłaby już nic, choć wszystko smakowało naprawdę wspaniale. Na ciasto zawsze znajdowała miejsce, więc z tym nie było problemu.
Razem z Gretą, bo tak było na imię mamie Georga, delektowały się smakiem ciastek z budyniem, a panowie dojadali jeszcze pieczone kurze skrzydełka.
- Ty się tu czaisz na moje skrzydełko… - stwierdził Georg, spoglądając podejrzliwie przez stół na Daniela.
Ada udławiła się ciastkiem i zaczęła śmiać.
- I teraz nie mogę wstać od stołu, bo jak to zrobię to mi je zabierzesz. Ja to wiem…
W sąsiednim pokoju coś stuknęło o podłogę. Greta wstała natychmiast i wyszła z salonu, a na jej twarzy przestał malować się uśmiech.
- RADAU! Zatłukę cię! To mój najukochańszy, porcelanowy wazon! – krzyk Grety przerodził się w lekki szloch.
- Nie pierwszy i nie ostatni… - mruknął cicho pan Daniel, obgryzając z niewzruszeniem końcówkę kurzego skrzydełka.
Jakiś szary punkt przemknął przez salon i zanurkował pod stół. Po chwili Georg zasyczał zniesmaczony, przymykając oczy.
- Moje nowe spodnie, auu… - odsunął krzesło dalej od stołu i schylił się – puść, no już! – uniósł do góry i posadził przed sobą puchatą, szarą kulkę, która natychmiast wygodnie ułożyła się na jego kolanach.
Ada wstała. Pogłaskała kota, który spojrzał na nią podejrzliwie. Kiedy jednak został podrapany pod brodą, zaczął mruczeć, przymknął powieki i nic więcej nie było mu już potrzebne do szczęścia.
- Ja może pójdę pomóc… - brunetka skierowała się do pokoju obok.
Greta klęczała na podłodze i przekładała rozbite kawałki biało-niebieskiej porcelany na szufelkę.
- Pomogę pani.
- Och, dziękuję skarbie.
Podczas sprzątania panowała cisza. Kiedy wszystkie zbite elementy były zebrane na zmiotkę, Ada wyrzuciła je do kosza.
Greta w tym czasie podeszła do okna i spoglądała przez nie na niebo.
- Nie skrzywdź go…
Brunetka podeszła do niej i położyła dłoń na jej ramieniu.
- On już za dużo przeszedł. Zasługuje na szczęście.
- Nie skrzywdzę, obiecuję.
- nigdy nie było nam łatwo, zwłaszcza po tym jak odszedł jego ojciec, ale wyszliśmy na prostą. On jednak ciągle potrzebuje uwagi. Gdzieś jest w nim jeszcze ta cząstka, to poczucie, że to przez niego Markus nas zostawił. Dzieko zawsze obwinia siebie, bo nie rozumie… - podeszła do szafy. Otworzyła jedną z małych szufladek. Spod stosu leżących w niej papierów wyciągnęła stare zdjęcie z lekko pozaginanymi rogami. – To ich jedyne wspólne zdjęcie. Często na nie patrzę.
Z fotografii spoglądały na nie dwie pary oczu. Jedna całkiem małego dziecka, które trzymał na rękach przystojny, dobrze zbudowany mężczyzna. Spojrzenie miał mądre i pełne spokoju.
- Próbował się potem z nami skontaktować kilka razy, ale ja już wtedy nie chciałam. Georg miał nowego ojca. A potem, kiedy miał już kilkanaście lat, sam mógł zdecydować i tą decyzję podjął. Trwa w tym postanowieniu do dzisiaj… Ja czasem spotykam się z Markusem, kiedy przyjeżdża do miasta po nowe środki do swojego gabinetu. Dużo się między nami wyjaśniło… - na chwilę zapadła cisza - Nie pozwól, żeby chwila nieuwagi zepsuła to, co jest między tobą, a moim synem. Nie popełniaj błędów, które ja popełniłam. I ufaj mu, bo jeżeli on coś mówi, to tak właśnie jest.
Ada powoli przytuliła Gretę, która lekko zaszlochała.
- Ty jesteś dobra, wiem to. Nie taka, jak ja…
Georgia
Nastrój:
tagi:
LIV
Montag, 26.Juli.2010, 23:34
- Tak, ja wiem, że to tak nagle, dlatego dzwonię… Rozumiem, tak… Tak, ona…
Ada przysłuchiwała się telefonicznej rozmowie narzeczonego, siedząc na kanapie w pokoju jego mieszkania.
Było to naprawdę małe mieszkanie, w którym nie przebywał często, a właściwie tylko, można by powiedzieć, okazjonalnie. Były tu dwa pokoje, z czego jeden połączony z kuchnią oraz łazienka. W jednym z pokoi stała duża szafa i dwuosobowe łóżko z drewna wiśniowego.
Dziewczyna popijała herbatę z kubka, który kurczowo trzymała w obu dłoniach.
Śledziła dokładnie każdy krok chłopaka i jego gestykulację ręką, w której nie trzymał słuchawki.
Na dłuższą chwilę zapadła cisza i z jego strony nie padło żadne słowo.
- Dobrze. Pozdrów go ode mnie. Będziemy, do zobaczenia. Ciao. – powiedział w końcu, niezbyt zachwyconym głosem i rozłączył się.
Odłożył telefon na stół i spojrzał na dziewczynę, której źrenice były szerokie i cały czas skierowane w jego stronę. Zauważył, że ze zdenerwowaniem tupała nogą, a dłońmi ściskała kubek z napojem, który już pewnie i tak zdążył wystygnąć.
Uśmiechnął się, wyminął niski stół i usiadł obok dziewczyny. Objął ją ramieniem i przytulił.
- Nie bój się. – powiedział spokojnie i roztarł ramię narzeczonej.
- A jak twoja mama mnie nie polubi? Albo ojczym? – Ada patrzyła przed siebie. Na drzwiach wejściowych wychwyciła bliżej nieokreślony przez nikogo innego punkt, w którym utkwiła spojrzenie.
- Spokojnie, Daniel na pewno cię polubi, bo to świetny gość, naprawdę go lubię i cenię. A mama… wypyta cię o wszystko i na początku pewnie będzie próbowała być surowa. To cała ona… Sprawdzała nawet bliźniaków jak pierwszy raz przyprowadziłem ich do domu. Jak chwilę pogadacie to przestanie udawać.
- Ale jeśli się jej nie spodobam? – pytała dalej Ada, nie kierując wzroku w stronę chłopaka.
- Polubi cię. Jesteś przecież wspaniałą i wartościową osobą.
- Ale ja się boję…
- Oh, skarbie. – przytulił ją mocniej i splótł palce ich dłoni, spoglądając na niebieski kamień utkwiony w pierścionku zaręczynowym na jej palcu – Gdyby jakimś cudem moja wybranka nie spodobała się mojej mamie, nie miałoby to dla mnie znaczenia. Ja wybieram, z kim chcę się żenić, a nie ona za mnie. Jest dla mnie ważna, wiele lat wychowywała mnie samotnie i kocham ją. Jednak w pewnym momencie życia bliższy człowiekowi staje się ktoś inny, hm? – chwytając delikatnie jej podbródek i przekręcają głowę, zmusił ją, by na niego spojrzała.
Oparł czoło o jej i złożył na ustach delikatny pocałunek.
- Skoro ty tak się denerwujesz ze spotkania z moimi rodzicami, ja przy twoich chyba zemdleję… - szepnął cicho, uśmiechając się.
- Ach… Moi rodzice… - Ada odsunęła się od chłopaka - Nic jeszcze nie wiedzą… Ostatni raz dzwoniłam do nich z Malediw, ale na samym początku.
- Tak,wiem. Dostałem rachunek za tą rozmowę. Kiedyś telekomunikacją posiądzie nas wszystkich… Nie są już źli, że uciekłaś?
- Nie, już nie. Jak dzwoniłam pierwszy raz, po tym jak Tom mnie przywiózł do hotelu, to była tragedia. Ale wytłumaczyłam mamie, że muszę sporo przemyśleć i że nie wiem, kiedy wrócę do domu…
- Och, to widocznie twoje przemyślenia – chłopak zaakcentował wyraźnie to słowo, bo, po skończonej wypowiedzi Ady, dość znacząco go dotknęły. Spodziewał się innych słów – wymknęły się spod kontroli.
- Och, nie łap mnie za słówka! – Ada wstała i poszła do kuchni, by odstawić kubek do zlewu. Chłopak poszedł jednak za nią i oparł dłoń o jedną z wiszących szafek.
- Nie łapię. Skoro uważasz ostatnie miesiące za okres przemyśleń, - mówił podniesionym już tonem i z wyraźną pretensją w głosie - może na przykład doszłaś do wniosku, że chcesz wrócić do swojego narzeczonego?!
- Przestań! I nie podnoś na mnie głosu, nie masz prawa! – krzyknęła, niemal uderzając kubkiem o dno zlewu.
- Może cię podrzucić do domu?! – nie zareagował – Darmowy szofer!
- PRZESTAŃ DO CHOLERY! TO CIEBIE KOCHAM I ZA CIEBIE CHCĘ WYJŚĆ! SZKODA, ŻE JESZCZE TO DO CIEBIE NIE DOTARŁO! – krzyknęła z całych sił, wyminęła chłopaka i pobiegła do łazienki, zamykając za sobą drzwi na zasuwkę.
Odkręciła kran i oparła się o umywalkę. Spod jej powiek spłynęło kilka łez. Spłynęły po policzkach i osiadły na suchych ustach. Oblizała je i czuła ich słony smak.
- Ada… Otwórz… Proszę cię.
Nie odpowiedziała. Pociągnęła nosem i wytarła jeszcze kilka łez dłonią.
Odczekała w bezruchu jeszcze kilka minut. Odwróciła się w końcu i podeszła do drzwi. Przekręciła zasuwkę. W pomieszczeniu przez chwilę rozlegał się jej szczęk. Powoli nacisnęła klamkę i lekko rozchyliła drzwi.
Stał obok, opierając się o ścianę ze skrzyżowanymi na klatce rękami.
Ona oparła się o framugę drzwi. Spojrzał niepewnie na nią i opuścił ręce.
Ada po raz kolejny pociągnęła nosem. Wyszła całkiem z łazienki i bez słowa wtuliła się w chłopaka. Delikatnie pocałowała go w szyję, a dłońmi gładziła plecy. Przytulił ją mocno do siebie.
- Wiem, wiem… Jestem palant, zgadza się. Przepraszam cię. Jestem porywczy, to prawda. Zawsze tak było. Ale bardzo, bardzo cię kocham. Najmocniej na świecie.
- Wiem. Mój kochany porywczy baranek… Wybuchowy jak wulkan. – podniosła głowę i spojrzała mu w oczy – Na szczęście rzadziej w kłótniach, a częściej… gdzie indziej. – uśmiechnęła się słodko, przechylając głowę na bok.
- Osz ty! Tak chcesz pogrywać? Tak? Dobra!
Ada krzyknęła i zaśmiała się, gdy została wepchnięta z powrotem do łazienki, uniesiona do góry i posadzona na umywalce.
Łapczywe pocałunki pieściły jej usta i szyję. Gorące dłonie stanowczo rozsunęły na boki jej uda.
Położyła ręce na ramionach chłopaka i uniosła się lekko, obawiając się, że umywalka załamie się pod jej ciężarem.
- Spokojnie, to trwały laminat.
- Yy… Nie wątpię, ale… zaczekaj. – odepchnęła lekko basistę i zeskoczyła na ziemię.
Chłopak mruknął z niezadowolenia.
- To ma być kara? Nie podoba mi się… - złapał odchodzącą od niego Adę w pasie i przyciągnął do siebie – Nie dam się.
- Puść, poczekaj chwilę.
- Wrr… Czemuuu?... – zrobił obrażoną minę, formując przy tym usta w dziubek.
Ada podeszła do kabiny prysznicowej, rozsunęła drzwiczki i odkręciła kran. Woda natychmiast wytrysnęła z baterii przymocowanej do ściany i lekko zmoczyła włosy dziewczyny, która szybko się odsunęła.
- To nie jest pokój na wynajętym piętrze w hotelu ze ścianami dźwiękoszczelnymi, tylko zwykłe mieszkanie w centrum miasta.
- Aha, to powiedz mi tylko – zaczął z nutą tajemnicy rozchmurzony już Georg, podchodząc do Ady, która zasuwała szklane drzwi kabiny i położył dłonie na jej biodrach – czyżbyś planowała być jakoś szczególnie głośno?
Twarz dziewczyny oblała się rumieńcem, ale zdawało się jej, że jej kochanek tego nie zauważył, bo stała odwrócona do niego tyłem.
On jednak wiedział o tym doskonale. Uśmiechnął się do siebie i zaczął całować szyję ukochanej, a dłonie wsunął pod bluzkę i gładził skórę jej brzucha.
Georgia
Nastrój:
tagi:
LIII
Freitag, 16.Juli.2010, 12:52
Ostatnie dni urlopu wszystkim upłynęły pod znakiem spokoju i tropikalnej sielanki.
Gustav i Inga razem z Laurą spędzali dużo czasu na wspólnych spacerach. Ada podziwiała w każdej możliwej chwili zaangażowanie młodego tatusia w opiekę nad dzieckiem. Rzeczywiście, Gustav zajmował się córeczką prawie całymi dniami i nie wyglądał bynajmniej na zmęczonego. Karmił ją, przewijał, nosił w nosidełku zawiązywanym na szyi. Wielką frajdę sprawiało mu wybieranie dla małej nowych zabawek w sklepach, za każdym razem, gdy byli w mieście. Ada i Inga kilka razy musiały mu tłumaczyć, że dziecko nie może dostawać co chwilę nowych zabawek, bo szybko się będzie nudzić i do tego przyzwyczai się, że ciągle coś dostaje i w przyszłości będzie nieposłuszne. Wizja wrzeszczącej na środku supermarketu dziewczynki, która chce nową zabawkę, której nikt nie chce jej kupić, zrobiła w końcu wrażenie na młodym tatusiu, który od tej pory wcale nie postanowił angażować się mniej, a po powrocie do domu przystąpić do ciężkiej lektury książek o wychowaniu dzieci. Jego pełne powagi oświadczenie sprawiło, że jego koleżanki oraz stojący obok koledzy potraktowali go jak najbardziej serio.
Tak, czy owak, podejście Gustava podziwiali wszyscy, nawet Tom. Nie zmieniło to oczywiście jego osobistego podejścia do dzieci i stwierdzenia, że to tylko małe diablątka w małych ciałkach, nie dające żyć.
Sam Tom bardzo dużo czasu spędzał na rozmowach… z Darią. Była na „imprezie zaręczynowej” Ady i Georga, przez co znowu się do siebie, na swój sposób, zbliżyli. Często wspominał o niej przy kolacji, ale nie miał co do niej żadnych większych zamiarów. Z resztą nawet przy jego odważniejszych poczynaniach w tańcach wieczornych, otrzymywał w nagrodę wbicie obcasa Darii w jego idealną stopę.
- Wiesz, zawsze lepiej w stopę niż… gdzie indziej. – tłumaczył się Tom w którejś z rozmów z bratem, gdy byli sami w domku.
Zapewne miał rację…
Jego rozmowy z sympatyczną, choć o twardym charakterze i stanowczym tonie, Polką doprowadziły do tego, że dziewczyna zaczęła się poważnie zastanawiać nad powrotem do kraju, tym bardziej, że kończył się jej okres umowy z hotelem.
- Nie chciałabyś pojechać do Niemiec? Na pewno szybko znalazłabyś pracę. Z mieszkaniem też nie powinno być problemu… - namawiał dziewczynę Tom podczas jednej z ich wspólnych rozmów, gdy wędrowali razem brzegiem morza.
- Myślałam o tym kiedyś, ale nie trafiła mi się żadna okazja.
- No widzisz! Obiecuję, że osobiście pomogę ci znaleźć pracę… chociażby w Hamburgu!
- Tom, ja też jestem samowystarczalna. – zezłościła się Daria, choć tak naprawdę zła wcale nie była. Dziwiła ją tylko determinacja znajomego.
- No tak, wiem…
- Zastanowię się nad tym, ale i tak chcę najpierw wrócić do domu. Nie byłam w Polsce od prawie pięciu miesięcy…
Ostatecznie Tomowi, ale także innym, udało się namówić Darię do ich wspólnego powrotu do Niemiec, skąd dziewczyna miała pojechać do domu. W razie, gdyby zdecydowała się na kolejny wyjazd, miała się z nimi „koniecznie skontaktować” – jak podkreślał w każdej możliwej sytuacji starszy Kaulitz.
Wspólne rozmowy tej dwójki powodowały, że młodszy z bliźniaków nie bardzo miał co z sobą zrobić. Oczywiście nadal spędzał z bratem dużo czasu, ale gdy ten znikał, zostawał sam. Zastanawiał się wtedy nad życiem i rozmyślał o powrocie do ich normalnej egzystencji. Do życia w trasie, zapełnionym miejscu w kalendarzu spotkań, nieprzespanych nocach i nieprzewidzianych zwrotach akcji… Starał się przygotować do tego mentalnie. Nigdy nie jest łatwo z leniwego życia przestawić się od razu i wpaść w wir biznesu i całej tej plątaniny znajomości i wydarzeń, w której, pomimo lat doświadczeń, nadal czasami się gubił.
Kiedy tylko mógł dotrzymywał towarzystwa narzeczonym. Z początku denerwowało to Georga, który jednak stwierdził, że takie sytuacje prędzej, czy później, będą nieuniknione i należy się do nich przyzwyczaić. A poza tym, bądź co bądź, Bill jest jego przyjacielem, a także przyjacielem jego wybranki serca. Ostatnio nawet bardzo dobrym. Nie niepokoiło go to, przeciwnie. Cieszył się, bo jeszcze w trasie odnosił wrażenie, że jego, jeszcze wtedy, dziewczyna nie jest zadowolona z towarzystwa jego zespołu, a ich kontaktu ogranicza do nieuchronnych rozmów w czasie spotkań w autokarze. Teraz najwidoczniej wszystko się odmieniło.
Tak więc trójka spędzała razem dużo czasu. Pływali statkami na zakupy do centów handlowych ( w trakcie których basista robił zwykle za wieszak na torby wypełnione po brzegi ubraniami i biżuterią w trakcie, gdy jego towarzysze zajęci byli ich wybieraniem), urządzali długie, krajoznawcze spacery, odwiedzili kilka razy sąsiednie hotele.
Czas upłynął szybko i wkrótce trzeba było wracać, jak określił to Bill, do nieuchronnej rzeczywistości. Jego stwierdzenia nie przyjęto może ze szczególną aprobatą, ale spotkała się ono z twierdzącymi potakiwaniami pozostałych osób, które wsiadały na pokład samolotu TokioFly.
Lekkiego dramatyzmu w chwili startu i opuszczania tego cudownego miejsca dodała Laura, która, najwyraźniej w geście protestu, przez godzinę lotu nie chciała przestać płakać.
- Wyłączcie to, błagam… - mamrotał pod nosem Tom. W końcu, wyprowadzona z równowagi jego mamrotaniem Daria, podała mu słuchawki od swojego odtwarzacza mp5 (który z resztą dostała od niego w prezencie) i włączyła głośno muzykę.
W trakcie całej podróży pasażerowie opróżnili niemalże całą lodówkę z napojów. Alkoholu nie pito właściwie wcale (nie licząc Toma, który sączył piwo, ale tylko jedno), ponieważ atmosfera była luźna i miła. Nikt nie potrzebował dodatkowego rozluźnienia.
Po powrocie do Niemiec zapanowała swego rodzaju… konsternacja. Jedynym pewnym planem dnia było odwiezienie Darii na dworzec kolejowy i upewnienie się, że wsiadła o dobrego pociągu.
- Tom, ale my potrafimy czytać informacje na pociągach i wiemy, dokąd dany jedzie. – przewrócił oczami Gustav, gdy stali na peronie i żegnali się przez okno pociągu z Darią.
- No ja wiem, ale ja kiedyś wsiadłem do złego…
Po odjeździe pociągu nikt dokładnie nie wiedział, dokąd mają się udać. Ostatecznie podjęto decyzję o wynajęciu dwóch samochodów i podróży do Magdeburga.
W jednym samochodzie jechali Schaefferowie, a drugim… reszta. Tom mógł jechać z perkusistą i jego rodziną, ale stwierdził stanowczo, że choćby miał siedzieć w tym samochodzie Hagerowi na kolanach, nigdy nie wsiądzie do tego samego pojazdu, w którym przebywa ten rozwrzeszczany bachor (najwidoczniej nie zauważył, że Laura już od dwóch godzin smacznie śpi, ponieważ była to jej pora na sen).
W trakcie drogi pierwszy jechał Gustav, ponieważ Georg, który prowadził drugi samochód, miał skłonności do szybkiej jazdy na autostradach, co mogłoby obudzić Laurę, a tak przynajmniej musiał dostosować prędkość do prędkości przyjaciela przed nim.
Po dwóch i pół godzinie jazdy i przejechaniu prawie 300km, byli w mieście. W chwili zjazdu z autostrady do miasta, zadzwonił telefon Billa. Chłopak wyciągnął go z kieszeni i odebrał, przekierowując rozmowę na głośną.
Z samochodu przed nimi przez okno machała do nich Inga.
- Dokąd teraz? – rozległ się głos dziewczyny, dobiegający z komórki Czarnego.
- Nie mam pomysłu, gdzie jedziemy? – zapytał przyjaciół Bill.
- Ja chcę spać! – zareagował natychmiast Tom, po czym ziewnął i zsunął się w dół po tylnym siedzeniu.
- Tom, spałeś w samolocie! – zaprotestowała siedząca obok niego Ada.
- Wiem… No i co z tego?
- No dobra… To my chcemy do mieszkania w centrum. Nie będę teraz zaprzątał głowy mamie. – stwierdził Bill.
- Dobrze, to wy jedzcie sobie gdzie tam chcecie, my jedziemy do rodziców. – odpowiedziała Inga i rozłączyła się po pożegnaniu Billa.
- A wy gdzie jedziecie? Znaczy, trzeba odstawić samochód, wiadomo, ale potem gdzie? – kontynuował rozmowę wokalista.
- Nie wiem… Ja właściwie chciałem odwiedzić mamę, ale nie wiem, czy nie lepiej jutro… Ada, pojedziesz ze mną? – zapytał, spoglądając w lusterko, by zobaczyć twarz dziewczyny.
- Ja?... No w sumie… Chyba powinnam, nie?
- Uhu, konfrontacja z przyszłą teściową… - mruknął w półśnie Tom.
- Zamknij się, deklu! – uderzyła go w ramię – Ja uważasz, Geo… Nie wiem, czy nie byłoby lepiej przygotować mamę na nasze spotkania. Tak z marszu byłoby… dziwnie.
- Hm… Chyba masz rację. Zadzwonię do niej i się umówimy. To teraz dokąd?
- Zawieziecie nas, odstawimy Toma, wezmę swój samochód, odstawimy ten do stacji wynajmu i odwiozę was do mieszkania Georga.
- Skomplikowane to, wiesz Bill?
- Prościej się nie da…
Georgia
Nastrój:
tagi:
LII
Dienstag, 6.Juli.2010, 22:45
Miałam dzisiaj dużą wenę i napisałam kolejne dwie notki i nawet kawałek trzeciej. Teraz mam dla was jedną, chociaż uważam, ze lepsza będzie jeszcze następna. Miłego czytania.
<><><><><><><><><><><><><><><><><><>
- Bill?
Chłopak przestraszony starł z policzków łzy i pociągnął nosem, wstając z piasku.
- Och, cześć. Co ty tu robisz? – wysilił się na udawany uśmiech.
- Chciałam zapytać cię o to samo. Wyszedłeś nagle, co się stało? – Ada spojrzała uważnie na chłopaka.
- Nie, nic, naprawdę. Nie chciałem… wam przeszkadzać.
- O czym ty mówisz? Jakie „przeszkadzać”?! – potrząsnęła z niedowierzaniem głową – Jesteś moim przyjacielem i przyjacielem Georga! Cholera… - wzięła głęboki oddech – Co się ugryzło? Tylko nie zmyślaj…
- Bo ja… eh… - odwrócił się i usiadł znów na plaży. Wpatrywał się w rozgwieżdżone niebo i wsłuchał w dźwięk fal uderzających o brzeg.
Dziewczyna usiadła na piasek obok niego i podkuliła nogi.
- Więc?
- Ja po prostu… Zazdroszczę wam i tyle, a sam czuję się bardzo samotny. – oparł głowę na kolanach, które też podsunął pod brodę.
- Oh, ale czy to od razu powód do tego, żeby wyjść w takiej chwili?
- Nie…
Spojrzała na niego badawczo. Nic nie powiedziała i czekała tylko aż zacznie mówić dalej. Znała go trochę i wiedziała dobrze, że nie należy go o nic na siłę wypytywać nawet, jeśli coś go widocznie dręczy. Prędzej, czy później o wszystkim mówił sam. Podziwiała go za to poniekąd, bo samej było jej trudno mówić o uczuciach. Nawet przy najbliższych.
- Przez ostatnie lata jedyną osobą, która zawróciła mi w głowie… byłaś ty. – zamilkł i czekał na reakcję, której jednak bardzo się obawiał. Nie był w stanie teraz wydusić z siebie ani słowa więcej. Dziwił się sobie, że powiedział o tym tak wprost. Najwidoczniej to ciążyło na nim zbyt długo. Stanowczo za długo…
- Bill… - objęła go ramieniem i oparła głowę o jego ramię – Sądziłam, że ten rozdział mamy już za nami.
- Ja też… - westchnął – I myślę, ze to jest koniec… To wróciło tylko jak… Jak cię zobaczyłem na tym koncercie w Polsce… Potem miałaś ten wypadek, nie mogłem spać po nocach. Obwiniałem się za to…
- Bill! Mój kochany… Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?
- Nie wiem… Może się bałem… W każdym razie, wtedy wróciły wszystkie wspomnienia, wszystko… - pociągnął nosem – Przepraszam… - zakrył twarz dłońmi, ale poczuł też ciepły uścisk, którego tak bardzo pragnął.
- Nie przepraszaj, nie masz za co.
- Poradziłem sobie z tym i jest dobrze, naprawdę. Tym bardziej, kiedy widzę, jaka jesteś szczęśliwa. Owszem, żałuję czasami, że po tamtym wieczorze w Magdeburgu coś nie potoczyło się inaczej, ale tak widocznie miało być i tyle. Sama też się nie obwiniaj. – spojrzeli na siebie, a ona życzliwie się uśmiechnęła i przytuliła przyjaciela.
- Jesteś naprawdę wartościowym człowiekiem. – szeptała do jego ucha, nie przestając go przytulać – I ktoś tam czeka na ciebie i jest ci przeznaczony. A nie możecie się znaleźć tylko dlatego, że jesteś ambitny i podążasz za swoimi marzeniami, ale wiem, że w końcu się znajdziecie.
- Dziękuję. – odsunął się lekko od dziewczyny, ale nie mógł się oprzeć pokusie oparcia czoła o jej czoło. Jednak teraz była to już tylko pokusa przyjacielska. Ulżyło mu, tym razem naprawdę. Być może po prostu się oszukiwał, bo przez tyle lat jest już sam, bez najmniejszej nawet perspektywy zmiany tego stanu rzeczy. Czuł się swobodnie, niczego nie żałował.
Oparci czołami uśmiechali się do siebie i patrzyli w swoje oczy. Ada zanurzyła palce w jego włosach.
- Nie pogratulowałem ci jeszcze.
- Będziesz mi gratulował, jak już zostanę panią Listing.
- Dobrze, tak więc na razie życzę ci szczęścia w tym nowym rozdziale życia.
- Dziękuję. Wiesz… Chyba powinniśmy więcej rozmawiać. Wybierzesz się ze mną jutro do miasta? Jeszcze w nim nie byłam, chyba łatwo tam dotrzeć?
- Promem z przystani. Płynie się jakieś pół godziny.
- To świetnie! To jak? Pewnie sprawdziłeś już wszystkie sklepy po tym jak złożyliście to całe zaświadczenie z Georgiem.
- Nooo… eee… nie.- zmieszał się.
- Jak to?
- No bo my… ja… Znaczy… Cholera, miałem nie mówić!
- Czego?!
- My z Georgiem po prostu lataliśmy i szukaliśmy… no… yyy… tego. – przymykając oczy uniósł lewą dłoń dziewczyny.
- Przez tyle godzin?! – zdziwiła się, spoglądając na pierścionek zaręczynowy na jej palcu.
- No tak. A żeby było śmieszniej, ten znaleźliśmy w pierwszym sklepie, do którego weszliśmy, ale chcieliśmy sprawdzić resztę.
- A ja zawsze powtarzam, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze… - zaśmiali się oboje – Chodź, czekają tam na nas. Jutro wpadnę po ciebie rano i popłyniemy, dobra?
- Rano, czyli tak koło południa?
- Mniej więcej.
***
Na stoliku przed Adą stanął wielki puchar wielosmakowych lodów z przewagą jej ulubionych, czekoladowych i śmietankowych. Wszystkie dokładnie ułożone gałki pokryte były warstwą bitej śmietany i polane polewą o smaku toffi. W całość wsadzona była jeszcze rurka z ciasta i parasolka oraz serduszko wbite na dwie długie wykałaczki.
Wyciągnęła oba ozdobniki oraz rurkę i odłożyła na talerz obok.
- Strasznie duży, hę? I ja mam to zjeść?!
- Dasz radę. – jej towarzysz ukazał szereg wypielęgnowanych białych zębów.
- Będę gruba, pomóż mi z tym. – zanurzyła srebrną łyżeczkę w bitej śmietanie.
- Daleko ci do tego tak samo jak mnie, ale jak chcesz – wzruszył ramionami i sięgnął po drugą łyżeczkę.
- To naprawdę fajny dzień. Cieszę się, że się wyrwałam z tej wyspy. Trochę mi się tam nudziło.
- Ja też się cieszę, że się cieszysz. Masz śmietanę na nosie.
- Gdzie?
- O tu! – palcem wskazującym starł gęstą białą substancję z nosa koleżanki i spokojnie go oblizał – Ciamajda.
- Ej, to nie ja spadam ze sceny na koncertach!
- O, nie! To był dodatkowy element, który miał szokować, podczas występu!
- Szokować, ale chyba ciebie?
- Haha… Eee… Tak.
Rozmowa toczyła się w najlepsze. Dwójka przyjaciół nadrobiła zaległości z ostatnich miesięcy, ale też z okresu tych kilku lat, kiedy się nie widzieli.
Bill wydał się Adzie niezwykle bliski. Bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Nigdy nie miała nikogo, z kim mogłaby tak po prostu pogadać, bezkarnie poplotkować, powygłupiać się i pośmiać.
- No i wtedy, jak zobaczyłem ta wielką laskę w swoim pokoju, pomyślałem, że może bezpieczniej byłoby powiedzieć, że jednak jestem gejem.
- Ale wtedy, przy najbliższej gali, rzuciłby się na ciebie Lambert.
Chłopak wykrzywił usta.
- To nie, już wolę raz na jakiś czas znaleźć w łóżku albo pod prysznicem psychofankę. Chociaż to nie mniej traumatyczne przeżycie. A w ogóle to… - przerwał zdanie, sięgnął po kartę z deserami leżącą przed nim i postawił ją z boku stolika, chowając za nią głowę. Przyciągnął też do siebie Adę.
- Co jest?
- Co ten idiota tutaj robi? – syknął, wskazując ręką na stojącego za szybą restauracji i od strony ulicy mężczyznę z zawieszonym na szyi aparatem fotograficznym. – To ten sam typek, który robi nam zdjęcia jak jestem na wakacjach z Tomem. Mam ochotę mu przywalić.
Ada wyjrzała powoli zza karty.
- Poszedł sobie.
- Uf, ciekawe od jak dawna tu sterczał? Lepiej się ulotnić. Dobrze, że zjedliśmy chociaż lody.
- Racja, idziemy?
- Tak, zmywajmy się stad zanim się znowu wkurzę. Nie pamiętam, ile kosztowały… - zamyślił się chłopak, otwierając wyciągnięty chwilę wcześniej z torby, portfel.
- Może ja tym razem zapłacę?
- Nie słyszałem tego… - mruknął, wyciągając banknot – Nie chce mi się za nikim latać po resztę. – odłożył go na stolik – Kelnerka będzie miała napiwek, była miła.
Zabrali papierowe torby z zakupami i wyszli. Fotografa zauważyli po chwili i zaczęli biec. Zasapani dotarli nad przystań i wbiegli na pokład małego statku rejsowego.
Na koniec cała ta sytuacja ich rozśmieszyła, co przykuło uwagę innych turystów.
- Jeżeli wcześniej też nam robił zdjęcia, to jutro prawdopodobnie zostaniesz moją kochanką, albo w ogóle żoną, jeżeli widział twój pierścionek.
- To może tak kochanie przesuniesz się kawałek dalej, żebym też mogła usiąść?
- No jasne skarbie.
***
Następnego dnia rano, Bill zapukał do drzwi domku swoich przyjaciół. Znów otworzył mu zaspany Georg.
- Myślałem, że już się oświadczyłem i nie musisz nic urządzać… - burknął.
- Ja nie o tym… - Czarny po prostu wyminął przyjaciela i wszedł do środka.
Na łóżku w krótkich satynowych spodenkach i cienkiej bluzeczce na ramiączkach i z dekoltem siedziała Ada.
- Hej skarbie!
- Cześć misiu, co tak wcześnie? Nie widzisz, że Georg jeszcze tu jest?
- Wiesz, stwierdziłem, że nie mam już siły – usiadł obok niej na łóżku i w geście udawanego załamania uniósł rękę do góry i oparł przedramię o czoło. Zamrugał przy tym uwodzicielsko powiekami.
- Ty jesteś rąbnięty. – stwierdził sucho Georg podchodząc bliżej łóżka i krzyżując ręce na gołej klatce piersiowej - Masz jakąś sprawę, bo jak nie, to wypad.
- Mój przyjacielu… Wybacz mi najdroższa, ale muszę mu powiedzieć! – Bill spojrzał jeszcze raz na Adę, która nadymając powietrzem policzki próbowała nie wybuchnąć śmiechem. – Otóż Georg, przybyłem, aby oświadczyć…
- Dziękuję, już mam narzeczoną. Co wciągałeś? – usta Georga już też wykrzywiały się w uśmiechu.
- Nie przerywaj tak dramatycznej sceny, baranie. –powiedział z pełną powagą wokalista – Co ty, seriali brazylijskich nie oglądasz, czy co? Wracając… - znów uniósł rękę i oparł ją na czole – Chciałbym powiedzieć ci, że ta oto niewiasta… jest moją kochanką! – rozłożył ręce i rzucił na łóżko kolorowy magazyn.
Georg uniósł brew, a Ada przeczytała nagłówek artykułu, na którym otwarta była gazeta.
- Czyli łaził za nami już wcześniej… O, jest zdjęcie jak zabierasz śmietanę z mojego nosa… „Gorący romans w gorących krajach” – przeczytała nagłówek.
- Wybacz mi mój przyjacielu! – Bill rzucił się na szyję basisty – Przyjmuję na siebie całą winę! – łkał. Swoją drogą, dobry był z niego aktor. Każdy inny na jego miejscu już dawno popłakałby się ze śmiechu – Ale możesz mnie ukarać!
- Tak, zabiję cię, zakopię na plaży, potem odkopię, klonuję i zabiję te klony. – powiedział z pełną powagą Georg – To ten sam natręt, co zawsze?
- Tak. – Bill skinął głową.
- Bill?
- Tak?
- Zabierz te łapy z mojej szyi!! I w ogóle wyjdź! Śniadanie jest za godzinę. – uniósł wokalistę kilka centymetrów nad ziemię i wyniósł za drzwi.
Bill, zanim zamknęły się drzwi przed jego nosem, zdąrzył powiedzieć podniesionym tonem:
- Bo to zła kobieta była!!
Georgia
Nastrój:
tagi:
LI
Montag, 28.Juni.2010, 22:53
Notka jest zadedykowana mojej najukochańszej, najwspaniajszej, najlepsiejszej Lenieeee :D
<><><><><><><><><><><><><><><><>
Rano zakochaną parę zbudziło pukanie do drzwi ich domku. Ada przekręciła się na bok i przytknęła nos do nosa chłopaka.
- Misiu, możesz….?
Chłopak mruknął z dezaprobatą, przekręcił się i już miał wstać, kiedy położył się z powrotem i stwierdził:
- Pójdzie sobie. Ja idę spać. – po czym wtulił się w dziewczynę i zamknął oczy.
Pukani jednak rozległo się ponownie, a potem po raz kolejny. Georg otworzył oczy i przez chwilę wpatrywał się w jeden punkt. Kiedy znów w jego głowie rozległ się ten głuchy dźwięk, wstał i podrzesz do drzwi, zapewne z zamiarem zamordowania tego kogoś, kto za nimi stał.
Przekręcił klucz i otworzył je.
- Śpicie z korkami w uszach, czy co? – to były pierwsze słowa, jakie usłyszał – sterczę tu od pięciu minut!
- Nie, ale to dobry pomysł. – odpowiedział zaspany basista, po czym dodał wkurzony – Co ty sobie wyobrażasz?!!
- Przepraszam, ale wszystko już wymyśliłem! – odpowiedział podekscytowany Czarny.
Georg odwrócił głowę przez ramię, spoglądając niepewnie na swoją dziewczynę. Miała zamknięte oczy, może Nawet zasnęła. Nie była nawet zainteresowana, kto przyszedł.
Basista popchnął lekko przyjaciela i wyszedł przed domek, przymykając drzwi.
- Zgłupiałeś?! Ciszej bądź! – warknął.
- Ok, przepraszam… W każdym razie, mam już wszystko. – Bill był bardzo podekscytowany. Georg zastanawiał się, ile spał w nocy, gdyż obawiał się, że niewiele. – zrobimy kolację wspólną, tak po prostu, ale przygotuje się wspólny stół. Nie wiem tylko – zamyślił się na ułamek sekundy i zadał pytanie – Chcecie siedzieć obok, czy po przeciwnych stronach stołu? Nieważne, ustalimy na miejscu! A nosisz go przy sobie, obyś nie zapomniał, bo byłaby wtopa! I słuchaj stary, powiedź mi…
- Bill! Nie zrozumiałem połowy z tego, co do mnie powiedziałeś, bo jestem zaspany. Podziwiam cię za twoją werwę od rana, ale daj mi się wyspać. Co do kolacji, to dobry pomysł, posiedzimy razem, ale ja nie chcę nic robić na siłę.
- Ale… - entuzjazm chłopaka zgasł nagle, Patrzył ze zdziwieniem na swojego przyjaciela – Nie rozumiem… Sądziłem, że tego chcesz.
- Chcę, ale nie chcę się zmuszać. To musi być dobry moment. Nie zmuszaj mnie. – położył dłoń na klamce.
Jego przyjaciel stał w bezruchu i patrzył na niego z lekkim smutkiem.
- Ja cię rozumiem, że to ma być wspaniałą chwila. Może za bardzo się przejąłem. Przepraszam cię. – pochylił głowę.
Widok tak bezbronnego kolegi rozczulił Georga. Uśmiechnął się i położył dłonie na jego ramionach.
- Nie przepraszaj, nie masz za co. Dziękuję ci. – spojrzeli sobie w oczy – Jesteś wspaniałym przyjacielem i obiecuję ci, że będziesz pierwsza osobą, która się dowie.
Bill uśmiechnął się, nie przestając patrzeć na przyjaciela. Pociągnął nosem, co jeszcze bardziej rozbawiło Hagena. Zaśmiał się.
- Po prostu nie mogę się doczekać, kiedy już… No, kiedy będę was odwiedzał w waszym domku i… i w ogóle… No i chciałbym zostać wujkiem – wyszczerzył zęby – Chociaż przyszywanym.
- Niedawno zostałeś! Laura ma kilka miesięcy. – zaśmiali się obaj i przytulili męskim uściskiem – A wiesz, zawsze możesz poprosić Toma…
Bill zadławił się śliną i Geo musiał go klepnąć w plecy.
- Do dziecko by mnie znienawidziło. – stwierdził Czarny, odchodząc – To do… zobaczenia?
- Jasne. A na kolacji oczywiście się zjawimy. – puścił oko do przyjaciela, po czym wrócił do pokoju. Położył się z powrotem na łóżku.
Ada wtuliła się w niego.
- To co, może już wstaniemy?
Georg jęknął i schował twarz w poduszce.
*
Wieczorem faktycznie odbyła się wspólna kolacja wszystkich przyjaciół. Bawili się doskonale. Czuli się, jakby wokół było jeszcze kilkadziesiąt osób. Śmiali się w trakcie rozmów, zajadali miejscowe potrawy, tańczyli przy muzyce. W restauracji znajdowała się nawet mała scena, na której ustawione były dwa wzmacniacze i mikrofon.
W pewnej chwili, gdy wszyscy siedzieli przy wspólnym stole, Bill i Tom wstali. Weszli na scenę, a ktoś z obsługi włączył sprzęt. Tom chwycił gitarę elektroakustyczną i usiadł na barowym, wysokim krześle, które chwilę wcześniej ustawił tam barman. Na takim samym spoczął Bill i chwycił mikrofon.
- Chciałem zacząć od tego, że czuję się jak kilkanaście lat temu, kiedy występowaliśmy tylko we dwóch, a ludzie wychodzili z lokalu, gdy tylko nas ujrzeli i zostawało w środku dosłownie kilka osób. – mówił z uśmiechem na ustach Bill, a brat przytakiwał mu, również się uśmiechając – Potem przykleiły się do nas dwie przybłędy i tak jakoś wyszło, ze na nasze występy zaczęło przychodzić o kilka osób więcej…Naprawdę kilka. Od 20 do 100 tysięcy osób. – Gustav, Georg, Inga i Ada zaśmiali się głośno i czekali na rozwój wydarzeń. – Dlatego chcielibyśmy zadedykować ten pierwszy utwór, chociaż to nie nasz kompozycja, tym dwóm przybłędom. – Czarny uśmiechnął się i spojrzał na przyglądających się mu przyjaciół – Nudno by było bez was.
Spojrzał na brata i rozległy się pierwsze akordy „Hound dog”, na co wszyscy przy stoliku wybuchli po raz kolejny śmiechem.
„You ain't nothin' but a hound dog
cryin' all the time.
You ain't nothin' but a hound dog
cryin' all the time.
Well, you ain't never caught a rabbit
and you ain't no friend of mine.(…)”
- Ludzie zazdroszczą nam kariery, ale też większość rzekomych wielkich ilości pieniędzy, jakie trafiają do naszych kieszeni. Nie są one takie wielkie, bo, jak widać, stać nas tylko na dwutygodniowe wakacje na prywatnej wyspie na Maledywach.
Dziewczyny przy stoliku udławiły się drinkami, które popijały i zanosiły się śmiechem.
- widzisz Bill?! Nawet cię nie stać na własny jacht! – krzyknęła w stronę sceny Ada.
- No widzisz! Oburzające, czyż nie? – zaśmiał się Bill – do tego, wszystko, co wpływa na moje konto, muszę jeszcze dzielić na cztery! – otrzymał tutaj kuksańca w kostkę od swojego brata – Auć, tak więc bez zbędnych opóźnień teraz utwór, który na pewno znacie, może ruszycie się z krzeseł? „All about the Money”!
W chwili, gdy rozległy się pierwsze dźwięki refrenu, Inga została poproszona do tańca przez swojego męża podczas, gdy Ada była pewna podziwu dla kolegi wokalisty, który tak doskonale wpasowywał się w każdą tonację. Opierała głowę na łokciach i kołysząc się lekko na boki, patrzyła na przyjaciela. Ten co chwilę posyłał jej szczere uśmiechy, a w jego oczach dostrzegała iskierki, na które tak bardzo lubiła patrzeć, gdy był na scenie.
- Gratuluję odważnej parze! – bill wskazał na tańczące małżeństwo, gdy skończył się utwór – reszta chyba nie była w barze, czy coś… Dlatego teraz przyspieszymy i zabawimy się w stylu lat 60.! I to będzie ze specjalną dedykacją dla wszystkich szczęśliwych ludzi w tej Sali, jak i wszędzie indziej. I dla moich dziadków, dla których były to wspaniałe lata, a przynajmniej tak twierdzą. Bryan Adams i „Summer of ‘69”!
Gustav szalał na parkiecie swoją partnerką do rytmu, ale i dołączyła do nich druga para. Po skończonym utworze Bill dodał tylko:
- Aż niemożliwe, że Bryan ma na karku ponad pięćdziesiąt lat! I wciąż jest genialny! Sobie życzę tak samo długiej kariery. Jak patrzę na waszą dwójkę – wskazał na pary przyjaciół tańczące przed nim – stwierdzam, że jesteście słodcy i zbiera mi się tym samym na wymioty, ale się poświęcę! Zwolnimy teraz specjalnie dla was. Zostaniemy jednak w tym samym repertuarze, a mój kochany braciszek zaśpiewa ze mną. „All for love”!
Faktycznie, Tom też śpiewał i tworzył z bratem zgrany wokalny duet, ale słuchała ich prawdopodobnie tylko obsługa hotelu, której część, chociaż skończyła zmianę, została i usiadła w stolikach w dalszej części sali. Ada i Georg oraz Inga i Gustav byli… zajęci.
- Powiedź mi, że śnię… - szeptała Ada, kładąc głowę na ramieniu ukochanego.
- To sen na jawie kochanie. – odpowiedział, obracając ją wokół własnej osi i przytulając plecami do siebie. Ucałował jej szyję.
- Nie chcę, żeby się kończył… - szeptała – To najpiękniejsze chwile mojego życia. Chcę, żeby trwały wiecznie…
- Ja też… Tak długo na ciebie czekałem, nie pozwolę ci już nigdy odejść. Jesteś dla mnie najważniejsza.
- Geo… - odwróciła się do niego przodem i zarzuciła ręce na te męskie, idealnie wyrzeźbione ramiona. – Proszę, wybacz mi wszystko. Wszystko, czym kiedykolwiek cię zraniłam… teraz wiem, że to było niepotrzebne, że to był błąd… - położył palec na jej ustach.
- Cii… Ja już dawno ci wybaczyłem. I wierzę, że to, co stało się te kilka lat temu, miało większy sens. Dzięki temu teraz jesteśmy tu razem i cieszymy się sobą… Szczerze w to wierzę…
- I pewnie masz rację.
Ich usta połączyły się w długim, namiętnym, pełnym emocji i uczucia pocałunku. Przestali tańczyć i oddali się w całości tej chwili, która dla nich trwała wieczność.
Kiedy odsunęli się od siebie, Georg mówił dalej.
- Tamtego wieczoru, kiedy uciekłaś, chciałem ci dać pierścionek, który potem ci wysłałem. Nie wiem, czy go dostałaś…
- Tak! Mam go nadal, miałam go cały czas!
- Cieszę się… Wtedy dałem ci pierścionek, dzisiaj… Dziś chciałbym to powtórzyć.
Puścił jej dłonie, które do tej pory tak mocno ściskał i sięgnął do kieszeni. Wyciągnął z niej małe, czerwone pudełeczko w kształcie róży. Otworzył je powoli. W środku między dwie czerwone gąbeczki wsadzony był pierścień z żółtego złota z niebieskim szafirem na środku, po którego bokach widniały jeszcze dwa mniejsze brylanty.
Wyciągnął go z pudełeczka. Ada nie patrzyła jednak na to cudo sztuki jubilerskiej, które w jego dłoniach było tak malutkie i delikatne… Patrzyła na niego… Wpatrywała się w jego zielone tęczówki, a jej serce przepełniały wszystkie możliwe najwspanialsze emocje.
Patrzyła jak przyklęka na oba kolana i wsuwa na jej palec ten mały krążek, który dla niej był nieważny. Nie liczył się… Nie liczyły się najwspanialsze kamienie szlachetne tego świata i ich blask, bo światło, którego pragnęła, widziała zawsze w jego oczach. Każdego dnia, poranka, wieczoru… Pragnęła tylko jego spojrzenia, jego dotyku…
Oczy dziewczyny zaszkliły się łzami.
- Adrianno… - głos mu drżał – Chciałbym… Chcę, żebyś została moją żoną i nie przyjmę żadnej odmowy.
Patrzyli tak na siebie przez cały ten czas, który mijał, choć im zdawało się, ze stoi w miejscu. Ada pociągnęła go do siebie i był zmuszony wstać, a kiedy to uczynił, rzuciła mu się na szyję. Wtuliła się w jego ciało całą siłą, jaką jej drobne ciało mogło z siebie wydobyć.
- To znaczy „tak”?
- Tak!!
Łzy szczęścia spływały jej teraz po policzkach jedna po drugiej, tworząc nawet małe strumyki.
Dookoła rozległy się brawa. Piosenka skończyła się już chwilę temu i wszystko słyszeli zgromadzeni w Sali. Klaskali przyjaciele zakochanej pary, ale także pracownicy hotelu. Ada płakała, a łzy pojawiły się też w oczach Ingi i Billa. Dziewczyna przytuliła się do przyjaciółki, gdy ta skończyła już całować swojego narzeczonego, natomiast Bill… zszedł ze sceny i niezauważalnie, pośród oklasków i okrzyków radości, wyszedł z sali i skierował się w stronę najdalszego zejścia na plażę… Starł dłonią łzy, rozmazując cały misternie przygotowywany makijaż.
Georgia
Nastrój:
tagi:
L
Donnerstag, 3.Juni.2010, 14:42
Ada i Georg schodzili drewnianymi schodami zejścia nr 3 na plażę. Trzymali się za ręce. Nie rozmawiali.
Przy jednym z ostatnich stopni zatrzymali się i zdjęli buty. Stanęli na jeszcze lekko nagrzanym przez słońce piasku i ich dłonie znów się połączyły. Ramiona lekko ocierały się o siebie. Podeszli do brzegu. Ciepły wiatr, wiejący od morza, delikatnie rozwiewał ich włosy.
Słońce zniknęło za horyzontem już kilka godzin temu, ale bezchmurne niebo ukazywało gwiazdy, które rozświetlały ziemię tej nocy. Ciepłe fale obmyły ich stopy, a rytmiczny szum rozchodził się w głowach.
Dziewczyna oparła głowę o ramie ukochanego. Patrzyła przed siebie w stronę linii łączącej ocean z niebem. Mocniej ścisnęła jego ciepłą dłoń.
Drugą ręką pogładził jej włosy, odwracając się w jej stronę. Przytulił ją do siebie i przymknął pwieki.
Słyszał jej miarowy oddech. Czuł spokojne uderzenia serca. Biło dla niego od tak dawna.
On pierwszego dnia, gdy się spotkali. Czasami czuł, że jeszcze dłużej. Kiedy tracąc przytomność, lekko opadała na ziemię w tamten upalny dzień i gdy potem ujrzał ją siedzącą na łóżku w hotelu. Tak delikatną i bezbronną…
Tak młodą, ale jakże dojrzałą… Pamiętał każdą sekundę. Wszystkie wspomnienia były w nim żywe.
Ich losy rozchodziły się i schodziły znowu, by przeżywać razem najpiękniejsze chwile życia.
Pamiętał wszystkie wspaniałe chwile, ale także te, w których jego serce stawało i przełamywało się na pół. Kiedy widział ją w jej domu w ramionach innego, a także wtedy, gdy pewnego dnia wstała od stołu i tak po prostu wyszła, oświadczając, że nie może z nim być. A to właśnie wtedy chciał, by ich losy połączyły się na stałe.
Tamtego wieczoru zastanawiał się długo, czy nie popełnił błędu. Jednak teraz dobrze wiedział, że to była tylko próba, która miała mu dać pewność. Trwała kilka lat, nie dawała mu żyć, ale w końcu, kilka miesięcy temu, oddała mu ją. Oddała jego największy Skarb.
Przez te ostatnie lata nie był sobą, nie potrafił normalnie funkcjonować. Był uszczypliwy, denerwowały go wszystkie inne kobiety, nawet fanki na koncertach. W trakcie każdego szukał wśród ich twarzy tej jednej, jedynej…
Spojrzał na zegarek. Dochodziła północ. Sięgnął do kieszeni spodni.
Jego ukochana nagle podniosła głowę i spojrzała za siebie. Także podniósł głowę. To, co zobaczył, sprawiło, że zmarszczył czoło i mlasnął lekko z dezaprobatą.
Powoli stawał się zły, ale mimo to mimowolnie się uśmiechnął. Złagodniał lekko widząc, jak jego dziewczyna zaczyna się śmiać. Patrzyli na rozgrywającą się teraz kilkadziesiąt metrów przed nimi scenę.
Oddalonym od nich zejściem na plażę zbiegali Bill i Tom. Czarny potknął się, wpadając na plażę i wylądował z twarzą w piasku. Zaczął prychać i strzepywać go z siebie, ale kiedy się odwrócił i spojrzał lekko w górę, natychmiast poderwał się w górę. To Tom, zbiegając ze schodów, celował w niego wielką poduszką. Młodszy bliźniak został zdzielony nią po głowie, co sprawiło, że musiał usiąść z powrotem na piasku. Zdążył jednak pociągnąć za sobą brata i chwycić poduszkę. Teraz to starszy brat obrywał nią raz za razem.
- Uduszę cię za to, przysięgam! – sapał Bill, nie przestając machać puchatą częścią pościeli – To jest wstrętne, nieetyczne i w ogóle blee!
Tom zanosił się śmiechem. Nie przeszkadzało mu obrywanie po głowie tym nietypowym przedmiotem, chociaż jego warkoczyki trochę zmieniły już formę.
- Bill, używasz za trudnych słów!
- Tyyy! Ja ci dam! – czarny zamachnął się ponownie, ale jego brat zrobił unik.
Opadł z sił i odłożył poduszkę na piasek.
- Oh, maleństwo się zmęczyło? – zadrwił Thomas.
- Zamknij się. Chyba złamałem paznokieć. – Bill zaczął ze zdenerwowaniem oglądać swoje dłonie.
- Co tu robicie?
Tom spojrzał na podchodzących do nich Georga i Adę.
- Właśnie zakładamy twincest, ale jeśli chcesz, możesz się przyłączyć Hagen! Będzie trójkącik! AUA! DEBILU! – wydarł się Tom, kiedy poduszka po raz kolejny zaatakowała jego głowę.
- Dobrze Bill! – dopingowała Ada.
Czarny jednak odłożył poduszkę i ponownie wpatrywał się w swoje dłonie.
- Nie mam siły… Teraz na pewno któryś jest złamany, ale jest ciemno i nie widzę.
Wszyscy, za wyjątkiem Czarnego, który z pełną powagą oglądał swoje paznokcie, zaśmiali się.
- Dobra, dobra… Chodźcie już, późno trochę. – zaapelował Georg i wszyscy posłusznie skierowali się w stronę schodów.
Kiedy Ada w podskokach wyprzedziła przyjaciół, Georg stanął między bliźniakami.
- Uduszę was kiedyś… - syknął, klepiąc obu po plecach.
- Skąd miałem wiedzieć, że o tej porze będziecie na plaży? Ale przepraszam… - wyszeptał Bill.
- No już trudno, stało się… Ale następnym razem nie chcę was widzieć w pobliżu. – uśmiechnął się.
- Spoko. Chociaż… nie myślałeś może o jutrzejszej kolacji?...
- Nie.
- O czym wy do mnie rozmawiacie? – zdziwił się Tom, ale jego pytanie zostało skutecznie zignorowane.
- To ja nad tym pomyślę i pogadamy rano. – podsumował Bill.
Georgia
Nastrój:
tagi:
XLIX
Sonntag, 30.Mai.2010, 16:20
Kiedy odzyskiwała przytomność, zamazane jeszcze postacie, stojące obok niej, prowadziły rozmowę. Obraz bardzo powoli stawał się ostrzejszy i jaśniejszy.
Leżała na podłodze, a jedna z postaci trzymała jej nogi uniesione do góry. Druga, gdy tylko dziewczyna poruszyła się lekko, natychmiast przykucnęła przy niej, przerywając rozmowę. Odgarnęła jej włosy z czoła.
- Ada, słyszysz mnie kochanie?
- Nie mów tak głośno, boli mnie głowa… - wyszeptała, a odpowiedziało jej westchnięcie pełne ulgi.
Poczuła męski zapach perfum. Uniosła ręce i objęła chłopaka za szyję. Wziął ją na ręce i poszedł w stronę wyjścia, zostawiając wpatrzonego w nich Diego.
Przy otwartym oknie stała też Daria. Między palcami trzymała zapalonego papierosa, wypuszczała dym z ust i odprowadzała ich wzrokiem.
Ada jej nie zauważyła. Patrzyła na swojego chłopaka, który z powagą na twarzy, niósł ją do ich domku. Oparła głowę delikatnie o jego ramie.
- Przepraszam…
Spojrzał na nią zdziwiony.
- Za co? Nie rozumiem, o co ci chodzi…- uśmiechnął się spokojnie.
Był dla niej zagadką… Jedną wielką zagadką… Nigdy nie mogła przewidzieć jak się zachowa.
*
- Bill?... – starszy bliźniak uchylił bez pukania drzwi domku swojego brata i wynurzył się zza nich płynnym ruchem.
Zastał go siedzącego na łóżku po turecku z laptopem. Wpatrywał się w ekran. Na szafce obok stała butelka Blue Concorde, karton soku pomarańczowego i wysokie szklanki.
Czarny uniósł wzrok i uśmiechnął się na widok brata.
- Hej, co dzisiaj robiłeś jak mnie nie było? – z zainteresowaniem przekrzywił głowę.
- Nudziłem się… - Tom usiadł na brzegu łóżka. Bill zaśmiał się – Nie śmiej się! To bardzo fajne zajęcie! Stęskniłem się za tym…
- Nigdy nie lubiłeś się nudzić przecież.
- Czasami lubiłem. Co tam pijesz? – zapytał z zainteresowaniem, spoglądając na szafkę.
- OceanDrink. Chcesz? – Czarnemu odpowiedziało twierdzące mruknięcie.
Odłożył na bok laptopa i przekręcił się na bok. Sięgnął po szklankę, napełnił ją w 1/3 alkoholem i w 2/3 sokiem. Wymieszał wszystko za pomocą niebieskiej słomki i przyozdobił całość kawałkiem cytryny.
- Proszę. – podał szklankę bratu, odwracając się znów na plecy.
-Dzięki. – Tom ścisnął zębami kawałek zaokrąglonego plastiki i pociągnął łyk. – Uwielbiam to.
- Wiem. – Bill znów się uśmiechnął i odsunął kawałek dalej laptopa. Przekręcił się na bok. Podtrzymywał zgiętą dłonią głowę i wpatrywał się w brata.
- No co?
- Nie, nic…
- CO?
- Tęskniłeś. – usta Billa wykrzywiły się po raz kolejny w uśmiechu – nie było może ze 12 godzin, a ty już tęsknisz.
- Wcale, że nie!
- Tak, tak… Już ja swoje wiem. – wpatrywał się w niego swoimi ciemnymi oczami, a Tom nie był w stanie odwrócić wzroku. Nienawidził tego spojrzenia, bo czuł siew tedy bezbronny. Wzrok jak rentgen… Te oczy przenikały go w każdej sekundzie jego życia, ale w takich momentach dopiero zdawał sobie z tego sprawę. Czuł, że to spojrzenie wierci mu teraz dziurę w głowie i wiruje w jego duszy jak górski wiatr, a on nie ma na to wpływu.
-Może… troszeczkę…- przysunął się bliżej Billa.
- Wiedziałem. Mój mały braciszek się stęsknił! – chłopak klasnął w dłonie.
- Zdaje się, ze to akurat ty jesteś ten mały! – zacietrzewił się Tom i z wyrazem protestu odwrócił się plecami do brata.
- Teraz się obrazisz, tak? Świetnie. – stwierdził z pełną powagą Czarny.
- Tak!
- Mój mały, biedy Thomas…
Gitarzysta prychnął niezadowolony, ale zastygł w bezruchu, kiedy na ramieniu poczuł dotyk ciepłej dłoni Billa.
- Duszno tu u ciebie. – zerwał się i podszedł do okna, uchylając je.
Kiedy się odwrócił, napotkał zdziwione spojrzenie
Czarnego.
- Tom?
- Co?
- Klimatyzacja jest włączona.
Gitarzysta wykrzywił usta w głupim uśmiechu.
- Faktycznie.
Zdezorientowany zamknął okno i wrócił na łóżko.
- Ale nadal jestem zły. – odwrócił się po raz kolejny plecami do bliźniaka.
- Tak, tak… Ja wiem. – stwierdził Bill, kładąc dłonie na barkach brata i delikatnie rozmasowując mu kciukami kark.
- Co ty wyprawiasz?
- Siedzimy tu kolejny dzień, a ty nadal jesteś strasznie spięty. Trapi cię coś?
- W sumie… - Tom położył się na brzuchu i podłożył dłonie pod brodą – Po prostu dzisiaj siedziałem trochę w necie i trafiłem na kilka opowiadań.
- Jakieś fajne? – drążył temat Bill, nie przestając masować szyi brata.
- O nas.
- O TH? Fajnie, lubię czasem niektóre czytać, mają ciekawą fabułę. Ale nie lubię tych naciąganych, gdzie od razu jest wielka miłość i tak dalej…
- Tak ja wiem, ale nie zrozumiałeś mnie. Trafiłem na kilka opowiadań o nas. O tobie i o mnie.
- I?
- Oh, Bill, jak ty wolno myślisz. – westchnął Tom i odpychając lekko od siebie brata, przekoziołkował na plecy – To były twincesty.
Mina Billa zrzedła.
- Naprawdę je czytałeś? Nie lubię tego… Zupełnie mi się to nie podoba.
- Ja też nie, ale powiem ci, że jedno było dosyć fajne.
- TOM! – Bill odsunął się na koniec łóżka.
- No co? Jesteś artystą?
- Tak. Co ma piernik do wiatraka?
- Mąkę, nieważne. A ja jestem?
- Zdarza ci się… Ostatecznie…
- Właśnie! I dlatego spojrzałem na to opowiadanie ze strony artystycznej, w stu procentach profesjonalnej i stwierdziłem, że…
- Błagam cię, nie kończ tego zdania. – Bill patrzył na brata z obawą. Przez chwile pomyślał, że to może alkohol. W drugiej chwili stwierdził, że może dobrze byłoby walnąć go w głowę jakimś tępym narzędziem. W trzeciej chwili wyobraził sobie ich razem. Chyba zrobiło mu się niedobrze.
- Stwierdziłem, że dziewczyna ma duży talent pisarski, naprawdę. Doskonałe opisy sytuacji i otoczenia, które zwykle mnie nudzę, a mimo to je czytałem, nie wspominając o fabule, która wcale nie była taka, jak myślisz. I zastanawiałem się dzisiaj, dlaczego wydawcy nie chcą promować takich młodych. Nie mówię, że mają nagle wydawać twincesty, ale inne opowiadania takich osób. Na pewno by się ludziom spodobały. Nad tym się głowiłem cały dzień.
Ku uldze Billa skończył mówić i czarny stwierdził, ze może mieć rację. Siedział już całkiem na końcu łóżka i postanowił powoli przysunąć się z powrotem do brata, kiedy ten wycedził:
- Fajnie opisywała twój tyłek, podobało mi się. – wyszczerzył zęby do brata, ale ułamek sekundy później uśmiech zastąpiło zdziwienie. – Eee… Bill?
W odpowiedzi usłyszał tylko głuche uderzenie w drewnianą podłogę. Na czworakach dopełzł do końca łóżka i wychylił głowę do przodu. Jego oczom ukazała się powyginana postać Czarnego o wyrazie twarzy kompletnego debila.
- Żyjesz?
- Nie. Pogrzeb jutro o 14. UDUSZĘ CIĘ ZA TEN TEKST! – Czarny zebrał się na równe nogi i rzucił jak wściekły tygrys na łóżko, popychając Toma.
Gitarzysta wylądował na poduszce, a na gitarzyście wylądował Bill. Jego ciemne, długie włosy muskały teraz policzki starszego bliźniaka, a do jego nozdrzy dotarł zapach jego mocnych perfum. Leżeli tak chwilę bez ruchu. Bill kompletnie zbity z tropu z milionami dziwnych myśli w głowie, a Tom z zawadiackim uśmiechem na ustach. Gitarzysta uniósł brew i położył dłonie na biodrach bliźniaka.
- Uduszę cię, przysięgam. – prychnął Bill, ale jednocześnie miał ochotę się zaśmiać.
- Wiesz, że tam była nawet podobna scena? Zdaje się, że powinieneś mnie teraz pocałować.
W pomieszczeniu dało się słyszeć głośne „plask!”. Bill z gracją zszedł z łóżka i poprawił spodnie, lekko się schylając.
- Ta, chciałbyś! – powiedział podnosząc się i kołysząc biodrami na boki poszedł w stronę drzwi.
- No jasne! Tylko o tym marzę! – zawołał za nim rozbawiony Tom, masując sobie czerwony policzek. – A i tak ty myślisz o tym częściej!
- A chcesz w drugi policzek? – zaśmiał się czarny, przystając na chwilę.
- tak, śnię o tym! Chodź do mnie, KOCHANIE! – Tom zerwał się z łóżka, ale Bill zdążył już wybiec, śmiejąc się głośno.
Georgia
Nastrój:
tagi:
XLVIII
Samstag, 15.Mai.2010, 19:04
- Dokąd ty znowu jedziesz?! – awanturowała się Ada, stojąc przed wejściem do głównego budynku hotelu. – Obiecałeś mi, że będziemy razem!
- Ja wiem, kochanie. Dotrzymam słowa – odpowiedział spokojnie, łapiąc ją za nadgarstki i patrząc w zaszklone łzami oczy – Obiecuję ci. Nie płacz, proszę. Wrócimy wieczorem.
- Dlaczego akurat ty masz tam jechać?! Oni ciebie nie potrzebują! Bill, zabierz ze sobą Toma! Po co, do cholery, potrzebny ci mój chłopak?!
Bill, który wsiadał właśnie do limuzyny, zatrzymał się, odwrócił i podszedł do pary przyjaciół.
- Obiecuję ci, że odstawię go w jednym kawałku do wieczora. Masz moje słowo, a jak go nie dotrzymam, będziesz mogła mnie walnąć. Tylko ten jeden raz, proszę cię. To ważne. – jego ciemne oczy wpatrywały się teraz w nią uważnie, wiercąc dziurę w jej myślach.
Te oczy były pełne ciepła i spokoju. To kochane, a za razem pewne siebie spojrzenie przeszywało ją teraz doszczętnie.
Stał teraz obok niej dorosły facet, który odniósł wielki życiowy sukces i jest bardzo dojrzały w tym, co robi, a jednak… Ciągle jest dziecinny, a w jego oczach błyszczą intrygujące iskierki artystycznego szaleństwa. Znikają tylko późnymi wieczorami, kiedy przymyka powieki i z ciężkim, zmęczonym oddechem powoli zasypia. Dziwiła mu się zawsze, że nie chciał zrobić przerwy z własnej woli. Pracował cały czas, dwadzieścia cztery godziny na dobę… Często był wycieńczony fizycznie, a mimo to, praca dalej dawała mu satysfakcję.
Nawet teraz, przebywając na rajskiej wyspie, wolał jechać w świat. Jechać, by oznajmić, że chce odpocząć. Chce?...
- Zawsze, wszystko jest ważne… - powiedziała Ada, wyrywając ręce z uchwytu Georga i cofając się o krok – Jedz już. I wróć do mnie.
*
Siedziała w restauracji, popijając z kieliszka na wysokiej stópce niebieskiego drinka. Patrzyła przed otwarte okno na ocean. Z boku musiała wyglądać na przygnębioną.
- Jeszcze jeden drink Laguna. – odezwał się nad nią kobiecy głos, a przed jej nosem stanął kolejny kieliszek niebieskiego płynu z procentami.
- Dziękuję…
- Czemu jesteś taka przybita?
Kobieta usiadła bez pardonu na krześle po drugiej tronie stolika, kładąc na niego notatnik na zamówienia i długopis. Miała spięte w kok włosy, a ubrana była w białą bluzkę z logiem hotelu i spódnicę do kolan.
Ada skierowała w jej stronę ciężkie spojrzenie.
- Czemu pani uważa, że jestem przybita? – zamieszała fioletową, plastikową rurką pod nie kieliszka, który właśnie do końca opróżniła i sięgnęła po nowy.
- Bo siedzisz tu, skarbie, sama od półtorej godziny i to twój trzeci drink, a znajdujesz się na wyspie, za pobyt na której każdy dałby się pokroić. Ciesz się tym!
- Mój facet pracuje w czasie wakacji, a ten czas mieliśmy spędzić razem.
- Już nie wróci?
- Wróci, wieczorem.
- Aaa! To czym się przejmujesz, dziewczyno?! – kelnerka rozłożyła beztrosko ręce na boki, po czym złożyła je za głową, splatając palce dłoni – Czy twoje życie ma się opierać tylko na facecie?! Wierz mi skarbie, nie na tym polega szczęście. Nie uzależniaj go od jakiejś osoby, tym bardziej od faceta.
Sposób w jaki mówiła był bardzo beztroski, ale Ada uznała, że w tym, co mówi jej niespodziewana towarzyszka, jest dużo racji.
- Nie pozwól facetowi myśleć, że jak go nie ma to ci się świat wali, choćby nie wiem jak był wspaniały. Życie jest na to za krótkie!
- Hm… Chyba masz rację.
- Oczywiście, że mam. – ułożyła usta w szerokim, pewnym siebie uśmiechu – Słuchaj, na minus drugim jest dyskoteka, skoczymy razem? Zaraz kończę zmianę, a i tak nie ma tu nikogo, poza tobą, mną i Peterem za barem. – powiedziała, machając jednocześnie do chłopaka za barem, który wpatrywał się w nią ze złością. Ze zdwojoną siłą wcisnął białą ściereczkę, do szklanki, którą wycierał.
Kelnerka uśmiechnęła się do niego z lekkim przekorem, przekrzywiając na bok głowę.
- Dlaczego by nie?...
- Super! A w ogóle to jestem Daria.
*
Muzyka grała bardzo głośno, DJ miksował kolejne utwory przy swoim pulpicie. Pomieszczenie było stosunkowo małe. Jedynie kilkanaście metrów kwadratowych parkietu, podest dla dj’a i poustawiane dookoła, pod ścianami stoliki rodem z ogródka piwnego oraz minibar z alkoholami.
Czarnoskóry DJ patrzył z uwagą na dwie kobiety tańczące przed nim. W dłoniach trzymały dwa kieliszki i popijały drinki dla ochłody. Krótkie spodenki, które obie miały na sobie, dokładnie przylegały do ich bioder i pośladków, a krótkie bluzeczki do falujących w rytm piersi.
Tańczyły blisko siebie, dotykały się ramionami, dłońmi i biodrami. Schodziły Nisku w dół, a potem znów w górę.
Po ich ciałach wodził także wzrok kilku mężczyzn, którzy siedzieli przy stolikach. Jeden przewrócił nawet przez nieuwagę swój kufel z piwem.
W którejś chwili w drzwiach dyskoteki stanęła Inga. Podeszła do Ady.
- Szukam cię od godziny!
- CO MÓWISZ?! – spytała tamta, nadal kołysząc się w rytm muzyki.
- MÓWIĘ, ŻE SZUKAM CIĘ OD GODZINY! BILL I GEORG ZARAZ WRÓCĄ! CHODŹ, PRZYWITAMY ICH! – złapała przyjaciółkę za rękę i pociągnęła w stronę wyjścia, ale ta nawet nie drgnęła.
- CO JEST? CHODŹ!
- NIGDZIE NIE IDĘ! NIE POTRZEBUJĘ GO TERAZ! DOBRZE SIĘ BAWIĘ!
- JESTEŚ PIJANA, CHODŹ!
- TYLKO TROCHĘ, ZOSTAŃ Z NAMI!
- NIE MOGĘ, LAURA NIE ŚPI I JEST Z GUSTAVEM!
- TO CHYBA TATUŚ MOŻE SIĘ ZAJĄĆ WŁASNĄ CÓRKĄ PRZEZ KILKA GODZIN?! NIE UMRZE OD TEGO. – pociągnęła Ingę za sobą na środek parkietu.
Z widoku nowej koleżanki bardzo ucieszyła się Daria, która cały czas nieprzerwanie tańczyła. Podała Indze swój kieliszek.
- Trzymaj! Daria jestem.
- Inga. – odpowiedziała zdezorientowana. Stała przez chwilę w bezruchu, ale Daria przyciągnęła ją do siebie, a kiedy złapała ją za rękę, obkręciła wokół jej osi, uśmiechając się zawadiacko.
Inga nieśmiało zaczęła kołysać biodrami, aż w końcu tańczyły już razem we trzy, bez żadnych zahamowań.
Zaczęły wtórować im dochodzące od strony stolików gwizdy i okrzyki mężczyzn. Trzech z nich, siedzących oddzielnie, wstało i wyszło na środek.
Jeden miał skórę jasną, a jego koledzy ciemniejszą, północnoafrykańską. Przez chwile tańczyli obok, ale szybko zaczęli „podbijać” do dziewczyn. Jeden czarnoskóry bardzo odważnie przystawiał się do Ingi, która złapał nawet za ręce. Dziewczynie nie podobało się to i obsesyjnie uniosła ręce do góry, bawiąc się włosami i przesunęła dłonią po policzku i talii, ukazując swoją błyszczącą, złotą obrączkę. Ciemnoskóry mężczyzna uniósł ręce w geście przeprosin, a z jego ust dało się wyczytać krótkie: „sorry”. Zadowolona Inga obdarzyła go na odchodne szczerym uśmiechem. Odszedł z powrotem do stolika.
Pozostałych dwóch nie dawało jednak za wygraną. Jeden, który tańczył z Daria, która jednak co chwilę odsuwała się od niego kawałek dalej, nie poddawał się. Nie speszył się tez wtedy, gdy „przypadkiem” nadepnęła mu na stopę. Czarnoskóry towarzysz Ady okazał się doskonałym tancerzem. Zatańczyli razem salsę, potem rumbę. Następny utwór był wolny, więc oczywiście zwolnili. Opierała dłonie na jego ramionach, a on obejmował ją w talii.
- Jesteś tu sama? – zapytał.
- Nie, jestem z przyjaciółmi i chłopakiem.
- To gdzie on teraz jest?
- Pojechał rano jeszcze do pracy, ale już chyba wrócił, nie wiem.
- Dziwny jakiś… - odpowiedział chłopak, obracając Adę i przytulając ją do siebie plecami. Ich biodra kołysały się równo na boki. – Jak ci na imię?
- Ada. A tobie?
- Diego.
- Skąd pochodzisz?
- Urodziłem się i wychowałem w Tunisie, ale wyjechałem w poszukiwaniu żony.
- I znalazłeś? – do nozdrzy Ady doleciał mocny zapach męskich perfum. Lekko zawirowało jej w głowie i dla bezpieczeństwa odwróciła się do Diego przodem i przysunęła się do niego, by nie upaść.
- Jeszcze nie, ale kto wie… - uśmiechnął się tajemniczo z nieukrywanym zadowoleniem.
Znów stali naprzeciw siebie, ona tyłem do wejścia.
Zobaczyłą stojącą za Diego Ingę, która gestykulowała ze zdenerwowaniem i wskazywała dyskretnie w stronę wejścia, robiąc przy tym dziwne miny.
Odwrócili się i teraz to ona stała przodem do drzwi. Przez ramię partnera zobaczyła stojących w wejściu Gustava, a za nim Georga
Fala niebezpiecznego gorąca przeszyła jej ciało, a obraz przed oczami zamazał się. Położyła głowę na ramieniu Diego i przymknęła powieki.
- Diego…
- Tak?
- Słabo mi, zabierz mnie stąd.
Kiedy jeszcze raz otworzyła oczy, ujrzała jak basista patrzy na nią przez ułamek sekundy, po czym odwraca się na pięcie. Sama osunęła się w dół, ale Diego natychmiast wziął ją na ręcę. Przed oczami zrobiło się jej ciemno, straciła przytomność.
Georgia
Nastrój:
tagi:
XLVII
Sonntag, 9.Mai.2010, 22:40
- Kochanie?...
- Tak, Geo?
Ada podniosła głowę z poduszki. Jej ukochany leżał obok niej na plecach i obejmował ją jedną ręką. Wpatrywał się w sufit.
- Przepraszam cię.
- Za co? – w oczach dziewczyny malowało się zdziwienie.
- Za to jak musisz żyć – Ada już otwierała usta, ale on mówił dalej – Nie chcę cię nawet pytać, czy to, co Inga mówiła w samolocie, jest prawdą, bo wiem, że jest, a ty zaczęłabyś zaprzeczać. Myślę nad tym już od jakiegoś czasu. Uświadomiłem sobie, że nie jesteś ze mną szczęśliwa…
- Co ty wygadujesz!! – przerwała natychmiast Ada.
- Uświadomiłem sobie, że nie jesteś ze mną szczęśliwa i nie możesz tak żyć jak teraz. Wcale nie musisz. Żałuję tylko, że sama mi o tym nie powiedziałaś. Dobrze wiesz, że czasami, kiedy pracuję, pewnych rzeczy nie zauważam ze zmęczenia. Nienawidzę za to siebie, ale nic nie mogę na to poradzić. Takie jest moje życie.
W głowie Ady rodziło się w tej chwili milion myśli, a krew w niej wrzała, ale jakaś magiczna siła powodowała, że nic nie mówiła. Słuchał tylko z uwagą i chłonęła każde słowo, spijała je z ust chłopaka, w które była wpatrzona jak zahipnotyzowana. Zwykle w takich chwilach ma ochotę się na niego łapczywie rzucić i ucałować, ale nie tym razem.
- Czasami musisz mi dać kopa w tyłek, żebym poświęcił ci trochę więcej czasu, żebyśmy porozmawiali, wyszli na kolację… Na pewno nie będę na ciebie zły. – zamilkł na chwilę, jakby szukał słów – Zadałem sobie też pytanie, co będzie, kiedy trasa się skończy. Właściwie już się skończyła, więc co będzie, kiedy wrócimy. Ja wrócę na chwilę do domu, a potem do studia, a ty wrócisz do Polski? To przecież bez sensu, nie może tak być…
- Co proponujesz? – zapytała cicho Ada.
Jej chłopak nadal wpatrywał się w sufit, jakby wcześniej napisał sobie na nim wszystko, co chce powiedzieć.
- Myślę, że to idealny moment na to, by nasz związek wkroczył w nową fazę.
Oczy Ady zalśniły się nagle jak gwiazdy. Podniosła się i usiadła po turecku na pościeli.
Georg podniósł się także. Usiadł obok i chwycił ją za rękę. Patrzył jej teraz prosto w oczy. Spoglądał teraz w głąb jej duszy. Duszy, którą tak bardzo kochał, za którą oddałby życie nawet u bram piekła. Żałował też bardzo, że tak rzadko to okazuje. Postanowił, ze od tej chwili to zmieni. Teraz mają czas dla siebie, tylko dla siebie i do tego na rajskiej wyspie. A potem będą mieć wolne i to będzie najlepszy czas, aby wreszcie…
- Ada, chciałbym… Proszę, zamieszkajmy razem.
- Oh, Georg! – dziewczyna wtuliła się w niego najmocniej jak tylko mogła. Nie była też w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa więcej.
Spod jej powiek wypłynęły łzy szczęścia i zaczęły połyskiwać na jej policzkach, co chwilę opadając na jedwabną pościel…
**
Wieczorem wszyscy spotkali się na kolacji. No może… prawie wszyscy.
- Bill, gdzie twój brat? – zapytała z uśmiechem na ustach Inga, karmiąc mlekiem z butelki córeczkę.
- Nie wiem. Czy ja mam napisane na czole „niańka”?
- Spokojnie, tylko pytam…
- Denerwuje mnie, że… eh… Przepraszam cię Inga, Gustav nie patrz tak, jakbyś chciał mnie zabić… Ja po prostu… Wyrwałaś mnie z mojej rzeczywistości bez mojego pozwolenia i teraz… trochę się gubię.
- Ojoj… Mój ty biedaku.
- Bill, tylko się nie rozpłacz, bo nie mam pod ręką chusteczek, a ty twojej kredki do oczu. – powiedział Georg, po czym wszyscy wybuchli śmiechem, łącznie z Billem.
- Ej, ale faktycznie, ciekawe, gdzie się podziewa? – drążyła temat Ada.
- Kto, kredka Billa? – Georg specjalnie zrobił głupią minę, a wszystkich po raz kolejny dopadł atak śmiechu.
- Nie, misiu, Tom.
- A bo ja wiem? Pewnie znalazł sobie jakąś dziunię, jak zwykle.
- Ale ja tu żadnych nie widziałem. – wtrącił Gustav – tylko kelnerki, które i tak się gdzieś ulotniły. – rozejrzał się po Sali.
Faktycznie – poza barmanem, który za barem wycierał kieliszki i kufle, nie było tu już nikogo.
*
Po skończonej kolacji państwo Schäffer udali się do domku, by położyć swoją małą latorośl spać, Georg zaoferował, że rozpakuje torby, a Ada udała się na spacer po plaży.
Na tych szerokościach geograficznych bardzo szybko zapadał zmrok, ale jeszcze długo było ciepło, więc dziewczyna szła brzegiem oceanu boso i w samym staniku od stroju kąpielowego i krótkich, jeansowych spodenkach. Ciepłe fale obmywały jej stopy. Co chwilę przystawała, by przyjrzeć się kamykom i muszlom, które woda wyrzuciła na brzeg. Kucała i przeglądała garstki z nich. Jej serce przepełniało szczęście. Nie pragnęła już właściwie niczego więcej, choć podświadomie marzyła jeszcze o jednym… o zaręczynach.
Kiedy podniosła się kolejny raz i spojrzała przed siebie, ujrzała idącego kilkadziesiąt metrów przed nią Toma w towarzystwie jakiejś kobiety. Jego nieznana towarzyszka szła zanurzona w wodzie do połowy łydek, a w ręce trzymała siatkę, przypominającą tą, którą czyści się baseny, zanurzoną w wodzie. Gitarzysta natomiast stąpał po piasku. Ręce trzymał w kieszeni, co w towarzystwie kobiety było nietaktem, ale ta nie zwracała na to najwyraźniej uwagi. Rozmawiali, ale Ada nie słyszała, o czym.
Szedł powoli, kopiac przed siebie co chwilę jakiś kamyk. Piasek nasypał mu się do butów i zaczął obcierać palce. Denerwował go ten pilling, ale nie miał zamiaru zdejmować butów, chociaż było mu w nich bardzo gorąco. Wpatrywał się w piasek, po którym stąpał, a jego uszy pieścił dźwięk fal, uderzających rytmicznie o brzeg. Co jakiś czas ten rytm zagłuszało szarpnięcie siatki do czyszczenia. Ciągnęła ją za sobą jego towarzyszka spaceru. Nie był pewien, skąd się obok właściwie wzięła. Wyszedł z domku na spacer, a ona, z kilkoma koleżankami, zeszła na plażę z tą właśnie siatką i w roboczym ubraniu. Widział ją wcześniej w restauracji. Była kelnerką. Szła na początku z koleżankami, ale rozeszły się w różne strony i tak jakoś, nie wiadomo, kiedy, zaczęli iść razem.
- Czy to należy do obowiązków kelnerki? – spytał, podnosząc wreszcie głowę i spojrzał na dziewczynę.
Miała ładną figurę, wcięcie w talii i jędrny biust, do którego przylegała biała, elegancka bluzka z krótkimi rękawkami, które zdobiło logo hotelu, zapinana na guziki. W restauracji miała na sobie do tego jasną spódnice do kolan, którą teraz zastąpiły krótkie spodenki.
- Właściwie, to ja nie jestem kelnerką. Jestem pomocą hotelową. Wiesz, nie mamy wielu klientów, więc nie zatrudnia się tu wielu ludzi. Ja pracuję w restauracji, wieczorami czyszczę brzeg, a i zdarza mi się sprzątać pokoje.
- Dość.. hm… wszechstronny zawód.
- To nie moja wymarzona praca, ale dobrze płacą.
- Jak tu trafiłaś, bo chyba nie jesteś stąd?
- Nie, jestem… z Polski.
- Czemu się zawahałaś? Bardzo lubię Polskę.
- Naprawdę?
- Tak. Dobrze wspominam tamtejsze koncerty, a i Polki są ładne. – uśmiechnął się „w stylu Toma” i puścił do oczko do dziewczyny. – Mój kumpel ma dziewczynę z Polski…
- Tak?
- Tak, dobry znajomy. Bardzo sobie ją chwali.
Dziewczyna zmarszczyła czoło.
- Mówisz tak, jakby to była rzecz.
- Och, no dobrze… Źle się wyraziłem. On po prostu bardzo ją…
- Kocha?
- Tak, właśnie. Zawsze mam problem z tym słowem… Jak masz na imię?
- Daria.
- Bardzo ładnie…
Nastała chwila ciszy.
- Czemu szedłeś tędy sam? Chyba byłeś smutny.
- Zdawało ci się. Jestem tylko zmęczony podróżą.
- Potrafię odróżnić człowieka smutnego od zmęczonego! Mów, będzie ci lżej.
- Po prostu… Uświadomiłem sobie jak wygląda moje życie.
- I jak wygląda?
- Jest puste i za szybkie. Mam ochotę zaszyć się tutaj na stałe, tu jest spokojnie.
- Nie sądziłabym, że ty lubisz spokój.
- Ja tez nie, wierz mi. Czasem chciałbym się zatrzymać i popatrzeć tak po prostu na ludzi dookoła mnie i spojrzeć w niebo, choćby padał deszcz. Albo patrzeć w morze, jak teraz…
Zatrzymał się i zwrócił w stronę horyzontu. Lekki wiatr owiewał jego twarz. Przymknął powieki. Poczuł się wolny. Czuł, że mógłby pofrunąć do nieba…
- Super poetycki tekst. – przerwała Daria. – ale jak chcesz mnie poderwać, to lepiej walnął byś jakiś tekst w twoim stylu, a nie walił farmazony jak jakiś intelektualista.
Raptownie spadł na ziemię. Otworzył oczy i ujrzał przed sobą Darię.
Dlaczego nikt mu nigdy nie wierzy, kiedy mówi prawdę?
Georgia
Nastrój:
tagi: